Wiem o tym, zastanawiam się po prostu skąd to wynika, czy ja też zachodząc w ciąże poczuje taką radość z tego powodu jak one, że chwalą się wszędzie każdą najmniejszą rzeczą związaną z dzieckiem. Bo tak niektórzy twierdzą, że tzw. „Instynktu” nie czuli dopóki to dziecko się nie pojawiło. I stad obawa, co jeśli jednak u mnie będzie inaczej. Zamiast tej radości wróci depresja i bezradności jeśli sobie nie będę radzić
Oj, ale to naturalne, że się chcą chwalić każdą rzeczą. Siedzenie z dzieckiem w domu na począrku potwornie przytłacza. Mój drugi dzidziul, wymarzony, wyczekany, przyszedł do domu, a ja miałam baby blues jak stąd na księżyc. Mały pierwsze 6 tygodni leżał na mnie całe dnie. Nie byłam w stanie iść do toalety. Spacery? Czasami wychodziło, ale po 1-2h był głodny, a ja odciągam i karmię butlą, więc realnie nie wyjdę dalej niż 30min od domu, żeby szybko wrócić w razie co. Strasznie męczące to było. Teraz dzidziul ma 11 tygodni i już jest lepiej. Śpi sam, pobawi się tylko lekko zabawiany, interesuje się światem. Dalej jest wrzask w wózku, bo teraz interesuje go to, co poza wózkiem i nie chce być ograniczany. Dalej nie chodzę na większe odległości, nie wejdę z nim do sklepu czy do piekarni, ale przeżyję te ograniczenia, bo widzę, że z każdym tygodniem jest coraz lepiej.
Po co miałabym w mediach społecznościowych pisać, że pół nocy nie spałam albo pokazywać trzecią parę obrzyganych spodni tego samego dnia?
A czemu się chwalą? Bo jak zajmujesz się w domu dzieckiem to jest to na początku Twoje jedyne zajęcie. Ja kocham czytać, ale fizyczniw czytam teraz 1 książkę na miesiąc, bo na więcej nie ma czasu. Złapałam się na tym, że nie wiem, o czym poza dzieckiem miałabym mówić i czym się chwalić, bo nic innego nie robię i jeszcze kilka miesięcy nic innego robić nie będę
Moim zdaniem strasznie to analizujesz. Nie chcesz dziecka, to nie miej, pogadaj z mężem, powiedz wprost, że jeszcze chcesz poczekać. Masz do tego pełne prawo!
A instynkt. Instynkt nie zalewa jak fala. Ja mam tak, że czasami dzidziul mnie wkurza jak nie wiem co. Czasami marudzi 90% dnia, nie robi drzemek, cały dzień na rękach, obiad jem z dzieckiem na rękach, sikam z dzieckiem położonym na kocu na podłodze w łazience. A czasami leżę sobie obok niego i myślę, jak to super, że jest i jaki fajny jest. I wtedy miłość zalewa. Ale to przyszło z czasem. Na początku żałowałam
