Mój dwulatek razem ze mną wstawiał pranie, zawsze czekał kiedy w końcu będzie mógł nacisnąć "start" i obserwować jak się kręci. Odkurzanie uwielbiał, dla niego była to lepsza zabawa niż ze samochodzikami.
A jak mama pozwoliła mu zrobić coś samemu do obiadu to już w ogóle czuł się ważny i zawsze mu lepiej smakowało.
Czy się bałam? Według mnie bezpieczniejszy był robiąc te wszystkie czynności ze mną, niż byłby siedząc sam w kąciku z zabawkami.
Wiadomo, że dom się sam nie ogarnie, a obiad sam nie ugotuje. Mając do wyboru zająć się sprzątaniem lub gotowaniem i małego doglądać przy zabawkach, lub wykonać obowiązki razem i jeszcze mieć z tego radochę, wybrałam to drugie.
W kuchni oczywiście nie dałam małemu ostrego noża i wiadra ziemniaków do obrania, ale np cebulę obierał i ćwiczył paluszki, mył sałatę i odrywał liście, wyjmował groszek z łupinek i dużo innych. A przy okazji wszystko smakował, mówił co mu smakuje a co nie, czego dodać więcej, a czego mniej.