Zapominajka, pod żadnym pozorem nie wolno się ODCHUDZAĆ. Jeśli ma się trochę zbędnego tłuszczu, to przy dobrze zbilansowanej diecie i lekkim ograniczeniu węglowodanów (czyli: zmniejszamy do minimum ilość słodyczy, jemy ciemne pieczywo zamiast jasnego, do obiadu jemy np. 2 nieduże ziemniaczki zamiast 4), można trochę tkanki tłuszczowej zgubić. Dziecko bierze od nas to, co jest mu potrzebne. Teraz akurat jesteśmy w drugim trymestrze, to potrzeba nam DUŻO nabiału (
Zapominajka, Ty jesz nabiał jako wege?), żeby pomóc dziecku w budowie kości i zębów. Czyli jemy codziennie np. szklankę jogurtu naturalnego, maślanki, pół kostki półtłustego twarogu... Nabiał najwygodniej moim zdaniem zjeść rano, przynajmniej u mnie śniadanie prawie zawsze jest nabiałowe
Musimy też dostarczać sobie dużo żelaza, czyli mięcho, ale żadną tam tłustą wieprzowinę, ale np. wołowinę, bo jest mniej kaloryczna i bardziej korzystna dla organizmu. Cytuję: "Pamiętaj, że dobrymi źródłami żelaza są mięso, żółtko jaja, buraki, nasiona roślin strączkowych, zielone warzywa liściaste oraz zarodki pszenicy. Aby żelazo lepiej się wchłaniało, zadbaj o równoczesne spożywanie warzyw i owoców bogatych w witaminę C - papryki, natki pietruszki, cytrusów czy soku z dzikiej róży."
Czyli jemy fasolę, ciecierzycę, groch... Teraz jest jesień, więc o świeże warzywa będzie coraz ciężej, ale ja na przykład staram się stosować "dietę pór roku" (mam na myśli słowo DIETA jako sposób odżywiania się, a nie dietę odchudzającą), czyli jem to, na co aktualnie jest sezon.
Generalnie jest tak - chudnie się, jeśli dostarcza się organizmowi mniej kalorii, niż się spala. W ciąży jednak nie polecam ograniczania ilości kalorii. Dziecko bierze od nas wiele, ale nasz organizm też pracuje na zwiększonych obrotach i też potrzebuje energii. Najlepiej więc dostarczać sobie bardzo dużo warzyw, białko (mięso, jajka, nabiał), węglowodany złożone (kasze, ciemny makaron) i owoce. Maksymalnie ograniczyć kaloryczne przekąski, słodycze, czipsy itp., to nawet jeśli sadełko nam nie spadnie, mamy pewność, że nie przytyjemy. Tzn. przytyjemy i tak, bo urośnie nam brzuch ergo waga wzrośnie, ale nie będziemy mieć dodatkowej tkanki tłuszczowej. Lepiej nie ryzyzkować i dostarczać sobie tyle kalorii, ile jest przewidziane na drugi trymestr, ale nie dodawać sobie tych kalorii z niezdrowych przekąsek ;-)
Mysiak, lekarz też pierdzieli od rzeczy.

:-) Banany może i są stosunkowo kaloryczne, ALE: "są cennym źródłem składników mineralnych jak potas (382mg), magnez (36mg), także cynk i mangan. Banany zawierają witaminy B6, C, K, kwas foliowy i beta-karoten. Zawierają aminokwas – tryptofan, który przekształca się w organizmie w serotoninę – hormon, wpływający na ciśnienie krwi i pobudzający perystaltykę jelit. Serotonina to również hamujący przekaźnik nerwowy, który obniża aktywność nerwową. Stąd biorą się uspokajające właściwości bananów i dlatego najlepiej spożywać je wieczorem, idealnie w postaci koktajlu z jogurtem lub mlekiem sojowym.
• dzięki dużej zawartości potasu obniżają ciśnienie krwi oraz odtruwają organizm,
• mają właściwości uspokajające, pomagają na bezsenność,
• wzmacniają mięsień serca i zapobiegają zaburzeniom jego pracy,
• obniżają poziom cholesterolu we krwi,
• dojrzałe banany łagodzą zaparcia i chronią przed chorobą wrzodową,
• niezupełnie dojrzałe leczą biegunki,
• pektyna zawarta w bananach usuwa toksyczne metale.
Ech... lekarze niby lekarze, a o odżywianiu pojęcia momentami nie mają w ogóle.