Caly czas jakieś wymówki, jakbym słyszała moja tesciowa. Powiem tak, moi rodzice mieli trudny start w zycie, z dwója małych dzieci wylądowali w starym domu, gdzie tylko byl piec kaflowy w jednym pokoju, moja mama nawet odpływu nie miala w zlewie, to co leciało, to leciało do wiadra i musiała wylewać na dwór, zaczęli zycie z podżerowanym kredytem (chcieli pomoc, a gościu sie wypiął i spłacali nie swoj kredyt) tato w zimie do sąsiedniej wioski na rowerze jezdzil zeby autobus do huty go zabrał, mama nie pracowała, nie miala prawka, z czasem zeby nabrać niezależności sama zrobila prawko jakos po 30. Jal splacili kredyt gościowi, to musieli wziac na remont domu. Było ciężko naprawdę, nie mieli zbiórek, tata w domu wszystko robil sam (remonty). Moja mama nigdy nie szukała wymówek, jak tylko znalazla prace, to starala sie ogarnąć transport. Jak sie chce to mozna i tyle. Nie masz prawka? Możesz jezdzic skuterem. Żyjemy na wiosce gdzie cale zycie musimy gdzieś dojeżdżać, do szkoły czy do pracy, do przychodni, do banku, do urzędu, wszędzie. Ale z takim podejściem jak Wasze byśmy tutaj zginęli.