Dziękuję, za przywitanie.:-) Jakoś sobie radzę, a raczej radzimy, bo mąż się nie wymiguje. Na początku było trudno, czasem naet bardzo cieżko. Karmienie piersią było niewykonalna, zwłaszcza, że chłopaki uparli się jeść w tym samym czasie. Przeszliśmy na butelki i wydaliśmy małą fortunę na mleko...