Dziękuję, za przywitanie.:-) Jakoś sobie radzę, a raczej radzimy, bo mąż się nie wymiguje. Na początku było trudno, czasem naet bardzo cieżko. Karmienie piersią było niewykonalna, zwłaszcza, że chłopaki uparli się jeść w tym samym czasie. Przeszliśmy na butelki i wydaliśmy małą fortunę na mleko, a drugą na pampersy. Kiedy chłopcy byli mali wyjście na spacer w pojedynkę nie wchodziło w grę, chociażby dlatego, że były dwa wózki. Poza tym przy takiej okazji zawsze musiały być dwie osoby do ubrania chłopców, żeby się nie przegrzali. No i jeszcze cała operacja z wychodzeniem na zewnątrz. Mieszkamy na czwartym piętrze bez windy. Można sobie wyobrazić co przeżywał mój mąż przy takiej okazji. Nie mam nikogo na stałe do pomocy. Przez kilka pierwszych tygodni pomagała moja mama, ale potem wróciła do siebie, na drugi koniec Polski. Teraz chłopcy mają trzy lata, więc można to jakoś ogarnąć. Chociaż z wiekiem pojawiają się inne problemy, np. jak wytłumaczyć paniom w przedszkolu który jest który;-). Teraz jestem w drugiej ciąży, lekarz twierdzi, że w pojedyńczej. Mam nadzieję, że nie zmyśla...