Zabrałam się wreszcie za opis porodu:)
Zaczęło się w sumie w domu, wstałam nad ranem do łazienki (jakoś po 6 było) i poczułam, że coś ciepłego ze mnie leci, ale nie chlusnęło, tylko kapało, powolutku. Skurczy żadnych nie miałam tylko te wody kapiące. Obudziłam Piotrka, wezwaliśmy teściową i...