Witam, obecnie 39 tc i nie daje sobie rady ze stresem.. nie czuje sie wspierana przez partnera, on nie widzi jak jest mi ciezko, uwaza ze mnie wspiera mimo ze nic nie robi, nie pomaga mi w domu a jesli juz to musze go dluugo prosic, nawet szafke musialam sama dokonczyc malowac bo przeciez on nie ma czasu, a co tu mówić o sprzataniu... caly dom sama musze ogarniac, boje sie ze po porodzie bedzie to samo ze sie nie zmieni, najgorsze jest to ze nie mam nikogo oprocz niego.. w mojej rodzinie jest jedynie moja ciocia ktora nie może za bardzo chodzic więc nie pomoze, rodzina partnera jest za granica.. kolezanki sie na mnie "wypiely", przez to wszystko zrobilam glupote, mianowicie zapalilam papierosa.. wiem, nie powinnam ale tylko to przynosi mi na chwile "ukojenie".. prosze nie oceniajcie mnie, wiem jakie to grozne dla dziecka ale to silniejsze odemnie, nie mogę sie powstrzymac po prostu przez ten stres... Chciałabym z kims o tym pogadac niestety jedyna osoba jest moj partner, ale za każdym razem jak mowie mu ze potrzebuje wiecej wsparcia to on sie denerwuje i przekreca kota ogonem, nie wiem co robic czuje sie bezsilna, jeszcze dochodzi problem jego palenia, wiadomo w 39 tyg moge urodzic w kazdej chwili a on niestety ma slabosc do "marysi", nie chce zeby palil ale tylko jak zaczynam temat to on mowi ze nie przestanie ze nie mam prawa go ogarniczac.. poddalam sie juz szczerze mowiac w tym temacie bo wiem że nie przestanie tego robic, ale chciałabym zeby chociaz do porodu sie wstrzymał, nie chcialabym zeby byl przy porodzie w takim stanie.. powiedzial ze nie bedzie tego robil ale ja czuje ze mnie oklamuje, to tez nie daje mi spokoju.. nie oczekuje hejtu ani porad, chcialam sie tylko wyzalic bo chyba przestaje sobie radzic z tym wszystkim i zamiast cieszyc sie z nadejscia mojego skarbu na swiat ja sie ciagle wszystkim martwie :/