Ja wcale nie sugeruje, ze twoje dzieciaki beda mialy problemy z emocjami - zbyt malo wiem o was i o twoich metodach wychowawczych, zeby cokolwiek Tobie inputowac. Tak samo ty nie masz pojecia jak naprawde wyglada moj sposob wychowania Roxany. Z lelkaniem i poblazaniem nie ma nic wspolnego. Moja glowna dewiza jest rozmowa i tlumaczenie. Jesli ta droga nie jestem w stanie czegos przefosowac, to znaczy, ze moje dziecko jest jeszcze zbyt male, aby to pojac i nie robie tego na sile, tylko czekam, az do tego dojrzeje. Moja corka jest tak "wylelkana", ze do przedszkola poszla na wlasne zyczenie i nie beczala w nim nawet jednego dnia. Jest tak wylelkana, ze nawiazuje kontakty z innymi dzieciakami w ciagu 5 minut, ze o zaczepianiu doroslych juz nie wspomne. Nie ma nic z dzieciaka, ktory sie chowa za spodnica mamuski. Nie obserwuje tez specjalnie, aby przekraczala pewne granice. U mnie wyznaczenie granic odbylo sie na zasadzie wyrobienia sobie u malej autorytetu.Zwykle, gdy chce zrobic jakas glupia rzecz, na przyklad przebrac sie w letnia sukienke i przy temperaturze 10oC przejsc przez ogrodek do kolezanki, ja mowie, nie pozwalam, a ona zaczyne beczec. Wtedy mowie : dobrze, idz, jesli chcesz, chociaz mi sie to wcale nie podoba. Ale na dworze jest zimno i jesli zachorujesz nie bedzie mi ciebie wcale zal. Czasem dziw mnie bierze, ze taka argumentacja dociera do 4ro letniego brzdaca. Oczywiscie sa wyjatki, kiedy mloda uprze sie na cos i trzeba ja powstrzymywac sila, zdarzaja sie jednak juz coraz rzadziej.
Bycmoze ja troszke skrajnie podchodze do tego co napisalas wczesniej, ale ja z kolei obserwuje przypadki w rodzinie, w ktorych dzieci byly wychowywane na ostro. Dodam, ze te dzieci maja teraz po 20 lat, i dopiero wowczas widac, jak potworna jest miedzy nimi roznica.Bycmoze jest to tez kwestia w roznicy plci dziecka. Mysle, ze mamy lelkajace SYNOW to faktycznie dla nich gorzej, niz mamy surowe.Potem moja corka bedzie musiala szukac za granica, zeby znalezc faceta nie bedacego ciepla klucha
Ale co do smoczka i innych dzieciecych nawykow...Widzisz, sama napisalas, ze twoje dzieci nie mialy w ogole smoczka - chwala tobie za to. Ale te ktore go maja i sa od niego uzaleznione, nie braly go do pyszczka same. Ktos im musial tego smoczka kupic i podac. Kto? No wlasnie - rodzice. Nie uwazasz wiec, ze to pewnego rodzaju niekonsekwencja? Najpierw rodzic daje, a pozniej w ciagu jednego dnia odbiera, bo tak ma byc i koniec? To taki troszke podwojny przekaz, ktory robi dzieciakowi wode z mozgu. A jestem pewna, ze taki maluch doskonale pamieta momenty kryzysu, w ktorych dla uspokojenia mamusia podawala mu smoka, chocby po to, zeby sobie spokojnie pogadac przez telefon. I odniesienie do szacunku wobec drugiego czlowieka i czlowieczka....
Wyobraz sobie, ze bardzo lubisz wieprzowine, ale poniewaz masz wysoki cholesterol, twoj maz, w trosce oczywiscie o ciebie mowi : od dzisiaj w naszym domu nie bedzie wieprzowiny, bo jest niezdrowa! Jakie to wywoluje u ciebie reakcje? Bo u mnie wywolaloby jedna jedyna : BUNT. Moze sie myle, moze to tylka ja tak jestem skonstruowana, ze jak mi sie czegos zabrania nie tlumaczac, to robie dokladnie odwrotnie. Jestem jednak pewna, ze kiedy zaszczepic w dziecku bunt, dojdzie on do glosu duzo pozniej, nie teraz, kiedy dziecko ma 4, 5 , 7 , lat, ale wtedy gdy bedzie mialo lat 16.I bedzie ten bunt mial zdwojona sile, bo wczesniej nie mial szansu ujscia i nie mial szansy mierzyc sie z sila rodzica i jego bezwzglednym autorytetem.
Ale...nie jestem alfa i omega....moge sie mylic

Nie chce, zebys mnie uznala za taka, co to wszystkie rozumy zjadla - wylalam tutaj tylko swoje przemyslenia i jakies doswiadczenia....