Cześć Dziewczyny!
Na pocieszenie dla wymiotujących, mogę powiedzieć, że to w końcu minie... Mnie się zaczęło jakoś od 8 tygodnia, wcześniej nic (cieszyłam się jak głupi do sera - do czasu...). Później to była całodobowa jazda, a najgorsze były te mdłości - wyłączały z użytku całkowicie, leżałam, kwiczałam i do kibelka latałam - i tu muszę powiedzieć, że mój chłopina się dużą cierpliwościa i wyrozumiałością wykazywał. Mnie nic nie pomagało, żadne specyfiki, lakarz kazał dużo wody pić - no właśnie żeby się nie odwodnić, ale po pewnym czasie i łyk wody powodował kolejną wizytę, i ratowałam się zupkami... jadłam dużo zup, mało i często i na siłę piłam, kiedy zwróciłam to zwróciłam ale udawało się że 2,3 w ciągu dnia się uchowały i jakoś się ciągło do przodu... W ciągu 6 tygodni schudłam 5 kg, pomimo tego, że już brzusio trochę urósł... Teraz jestem w 15-tym tyg. i mija, w tym momencie już prawie jak ręką odjął, zdarza się jeszcze czasami małe conieco, ale w porównaniu do tego co było to niebo a ziemia...
Nie pozostaje mi nic innego jak trzymać za Was mocno kciuki, bo w końcu i Wy się lepiej poczujecie!!!