przeczytałam cały wątek... też mnie rodzina namawia... a my z mężem jesteśmy przeciwni, swoją drogą gdzie to napisane, że chrzci się dzieci?? to chyba jednak wymysł ludzi bo skoro takie maleństwo samo o sobie zdecydować nie może to niech decydują dorośli, generalnie chodzi mi o to, że chyba ktoś cwany to kiedyś wymyślił aby jak największą liczbę osób do Kościoła zgarnąć, jeśli już jakiś dorosły był w danym Kościele to miał "nakaz" wprowadzenia do niego swoich dzieci, tzn. takie odnoszę wrażenie, nigdy nie byłam na tyle uparta i żądna wiedzy aby zgłębić temat chrztu (może wreszcie powinnam), ja jednak narzucać nikomu nic nie będę. Z drugiej strony chrzczenie dziecka z powodu "aby nie miało problemu w przyszłości" jest chyba czymś dziwnym, skoro dziś dorośli ludzie mówią, że nie doznali z tego powodu przykrości (kiedyś chyba w tym temacie było dużo gorzej) to jak dzisiaj, albo za lat naście jak dorosną nasze dzieci mają mieć jakiekolwiek problemy z tego powodu skoro coraz więcej osób odchodzi od Kościoła i coraz mniej ludzi chrzci swoje dzieci. generalnie temat rzeka... mam nadzieję, że napisałam w miarę zrozumiale, dużo myśli krąży mi w tym temacie po głowie i mogłam napisać coś nieskładnie :-)
Z drugiej zaś strony to co obserwuję w temacie chrzcin, (oczywiście nie twierdzę, że wszyscy tak robią ale jednak da się to zaobserwować) jest czymś raczej dość dziwnym. Komentarze ludzi: "no my już na szczęście mamy to za sobą" chyba świadczą same za siebie. Robią to raczej z poczucia obowiązku lub nacisku bliskich niż z potrzeby serca. Inną sprawą jest robienie jakiejś dziwnej otoczki wokół tego. Często w związku z tą uroczystością organizuje się naprawdę spore "bale", często rozmachem przypominające wesele, bo inaczej nie wypada, a przecież to uroczystość duchowa a nie materialna. Organizują całą tą imprezę "bo tak trzeba" często za ostatnie pieniądze - a chyba lepiej wydać to na dziecko niż na przyjemność upasania jakiejś ciotki czy wujka. Przepraszam jeśli kogoś uraziłam swoją nieskładnością, nie taki był mój zamiar, po porostu chciałam opisać moje spostrzeżenia...
a już tak na marginesie... rodzice chrzestni... tak naprawdę po co oni są?? bo ja swoich mam, ale widziałam ich zaledwie kilka razy w życiu, zgodzili się bo dziecku się nie odmawia, ale czy spełniają swoją rolę należycie, z drugiej strony czemu mam komuś robić kłopot skoro chcę ochrzcić dziecko (dla mnie instytucja rodziców chrzestnych to tylko robienie komuś kłopotu - sory tak uważam, bo rodzic taki czuję się tylko w obowiązku robienia jakiś tam prezentów z uwagi na swoją funkcję w życiu takiego dziecka, a przecież to nie o prezenty chodzi, tylko o wiarę - czyż nie??
no dobra rozpisałam się... przepraszam za obszerność, ale jak już napisałam "temat rzeka"