Również trenowałam intensywnie, w 4 tygodniu dźwigałam nawet po 70kg na hiptrusty nie wiedząc o fasolce, o ciąży dowiedziałam się dzień przed 2tygodniowym wyjazdem wspinaczkowym (ferraty). W trakcie wyjazdu całkowicie zrezygnowałam ze wspinaczki, tylko lekkie trasy trekingowe po których i tak miałam zadyszkę i mnie męczyły. Od 6 zaczęło się potężne zmęczenie, mdłości, taka wybiórczość pokarmowa, że to szok

Najzwyczajniej nie jestem obecnie w stanie robić nic poza spacerami, jakieś delikatne aktywności typu kajaczki, pływanie rekreacyjne. Obecnie 10 tydzień, zadyszka po wejściu po schodach, czekam z upragnieniem na ten 12-13 gdy się poprawi. Planuje wrócić do regularnego pływania i jakiś pilates/joga. Siłownia odpada ze względu na zagrożenie krwiakiem, do tego jestem na heparynie i luteinie żeby zminimalizować ryzyko poronienia. Tak właściwie to osobista decyzja, ja ryzyka nie podejmę bo walczyłam o dziecko 8 lat

A o powrót do formy się nie martwię, bo ta wyrobiona przed ciążą z pewnością pomoże w szybszej rekonwalescencji. A co do diety - obecnie mam odruch wymiotny na widok jajek, awokado i wielu innych zdrowych rzeczy, a ślinie się na widok jogobelli jagodowej (coś czego nigdy wcześniej nie jadłam). Także moja wizja aktywnej i z super dietą kobietki w ciąży w 1 trymestrze przeżyła zderzenie ze ścianą