widzę, że temat księży...
ja wam powiem tak - wierzę w Boga, nie wierzę w księży, nie chodzę często do kościoła, ale często się modlę. wyznaję zasadę Bóg tak, kościół nie. dlaczego?
2,5 roku temu zginął mój dobry przyjaciel. był perkusistą w metalowej grupie Decapitated, jechali w trasę koncertową, mieli wypadek, Witek zmarł po dwóch dniach. zostawił malutką córeczkę i żonę. dodam, że był wierzący, uwielbiał metal jako muzykę a nie jako subkulturę.
na mszy pogrzebowej bezczelny ksiądz stwierdził, że "Witek na pewno nie zazna spokoju wiecznego bo wyznawał szatana i na jego grobie powinien stać odwrócony krzyż lub inny satanistyczny symbol". porównał go do łotra, który nie uzyskał przebaczenia. stwierdził, że fakt iż zmarł 2 listopada, w dzień zaduszny, mówi sam przez siebie - że zostanie potępiony...
takie słowa mówi ksiądz??? wysłannik boży??? śmiem twierdzić, że Witek był świętszy od niego...
no, ale się wygadałam, trochę odbiegłam od tematu. wiem, że należy uogólniać, ale wyjątki potwierdzają regułę.