No i mamy 38 stopni,ech. Podałam mu środek od gorączki bo nie wiadomo co to w nocy będzie.
U nas są dni naszego miasta. Dzisiaj i jutro są koncerty i festyn. Właśnie mam otwarte okna i słyszę jak śpiewa Piasek.Gdzie te czasy gdy człowiek mógł iść i posiedziec przy piwku, jakimś żarełku do późna. Teraz nie ma z kim zostawić dzieci i zostało słuchanie przez okno.Byłam z maluchami wieczorkiem to nudy na pudy były. Takie kolejki do wszystkich dmuchanych sprzętów,że głowa boli. Mikołaj stał pół godziny w kolejce żeby przez 5 minut zjeżdżać z dmuchanego zamku. Na resztę się nie pisałam bo sama z nimi nie mogłam sobie dać rady.Kupiłam im gofry.Tomek swojego trzymał całą drogę do domu w ręku i w koncu mi oddał. Spróbowałam go ugryzc i był twardy jak kamień. Szkoda,że nie sprawdziłam wcześniej bo bym go oddała. Ludzie to już nie wiedzą co mają sprzedawać.Mikołaj zaczął wyc jak zabrałam mu jego bo smakował spalenizną.Normalnie się wkurzyłam. Dobrze,ze po drodze mam lidla to kupiłam gofry , bitą śmietanę i czekoladę i zrobiłam im nowe.