U nas z treningiem nocnikowym jest problemik mały.
Lusia już od bardzo dawna robiła kupę do nocnika. Od 14-15 miesiąca życia co najmniej.
W 18. miesiącu życia pomyślałam, że sprawdzę czy przypadkiem by sobie nie poradziła bez pieluszek (wykazywała te "oznaki gotowości" o których piszą w książkach).
Przez kilka dni nie zakładałam jej pieluchy, sugerowałam nocniczek, obserwowałam. Teorię mieliśmy przerobioną, pokazywałam jej od zawsze jak sikam i tłumaczyłam po co nocniczek i takie tam. Nie zmuszałam, nie sadzałam na siłę, nie krzyczałam - tylko tłumaczyłam. Zdawało mi się że nic źle nie robię.
Ale coś kurna naknociłam, bo siku dalej robi w pieluchę, a dodatkowo znów robi kupę pod siebie :-(
W sumie to jest w stylu Lusi - ona jest taka delikatniutka, że strach cokolwiek ingerować w to co robi. Typ wrażliwca. Nie akceptuje żadnych zmian.
Podobnie było z nauką "przesypiania nocek" - było mi źle że się budzi 5 razy w nocy na pierś, coś chciałam pozmieniać, pomóc nauczyć się (żadnego płaczu i innych traum, a np. przytulanie zamiast ssania piersi), i efekt był taki że z nerwów budziła się 13 razy w nocy :-( Też cofnięcie się, podobnie jak z nocnikowaniem. Tygodnie upłynęły nim się uspokoiła i znów zaczęła się budzić 5 razy w nocy
Macie jakieś doświadczenia z takimi maluszkami?