Hej, planujemy z mężem wyjazd zagraniczny na stałe, więc zaczęłam uczyć Hanię angielskiego. W sumie, to na razie tylko słownictwo związane z dziecięcym światem, ale mała świetnie się w tym odnajduje, ostatnio lepiłam z nią bałwana a ona patrzy na niego z boku, podchodzi, pokazuje czapkę, nos z marchewki i woła "śnomen" czyli snowman
w ogóle dużo jest sytuacji, gdzie miesza polski z angielskim, woła Hap hap piesek, dog albo "jedzie autko, big, led" w taka naukę włączyli się dziadkowie i też nauczyli się przy wnusi sporo słówek, chociaż wcześniej nie mieli z tym styczności. Mała musi znać chociaz podstawy, żeby mogła się na nowym miejscu odnaleźć i porozumieć. Chciałam tylko zaznaczyć, że ona świetnie rozumie, co jest po polsku a co po angielsku, czasami jak mówię do niej coś po angielsku zaczyna się domagać "po posku"
Widzę, że uczy się bardzo szybko i bez zbędnego wysiłku. A jak jest z Waszymi pociechami? Planujecie włączyć jakiś drugi język? Tak sobie pomyślałam, że przecież w tych czasach jest dużo rodzin mieszanych i dzieci znają od początku dwa języki. Jak trochę podrośnie i opanuje podstawy obu, zacznę wprowadzać francuski 
więc ja się póki co nie śpieszę i tak ciągle się z tym spotyka, śpiewamy często po angielsku 
wiec o angielskim ani innym jezyku nie mysle w najblizszym czasie....