Magdaa..K123
Fanka BB :)
Hej dziewczyny,mam pytanie odnośnie lekarza Olafa Linderta i kliniki bocian w Katowicach.
Pamietam kilka lat temu jak pod podchodziliśmy do in vitro bez refundacji ,miałam wrażenie że lekarz naprawdę starał się,podchodził z empatia do nas jako pacjentów i dzięki niemu zaszłam w ciaze,każdy transfer był na cyklach naturalnych,zawsze była wizyta po trasferze jeśli się nie udał i analizowaliśmy co zmienić,jakie badanie zrobić,nie przeszkadzala większa ilość wizyt bo pacjentek bylo mniej i płaciliśmy kasę,teraz po kilku latach wróciliśmy żeby zajść w druga ciąże już na refundacji.Początkowo pierwsza wizyta bardzo pozytywnie,ale im dalej w las mieliśmy wrażenie ze lekarz olewa niektóre rzeczy,nagle stwierdził ze przygotuje mnie na cyklu sztucznym,gdzie czułam się fatalnie a wynik w dniu transferu progesteronu 8,6ng/ml,dołączona jedynie tabletka dodatkowo,transfer nieudany,przez telefon usłyszałam tylko ze jak dostane miesiączkę to znowu mam się faszerować lekami,nie zaproponowano mi nawet spotkania żeby zobaczyć co mogło pójść nie tak,przy drugim transferze uparłam się na cykl naturalny,chociaż miałam wrażenie ze lekarz nie był zadowolony,ze chcemy tak bo niby wiecej zamieszania,ale tak zaszlam z córka w ciaze i miałam lepsze wyniki, a i lekow dwa razy mniej ,raczej dla nich mniej wygodnie bo nie maja gdzie upychać pacjentek a nie każda lepiej reaguje na cykl sztuczny..lekarz się zgodził,wszystko ok, owulacja ładna progesteron przy transferze 39,6 ng/ml ale miałam wrażenie ze nie był zadowolony ze chce na naturalnym,najlepiej jakbym przyszła na sam transfer ewentualnie jedna kontrole i tyle,czuje większa olewkę…czy ktoś korzysta tez z usług tej kliniki i tego lekarza ? Myślimy z mężem żeby przenieść się do innej kliniki jest ten transfer się nie uda, bo nie ma tam chyba indywidualnego podejścia teraz tylko raczej szablonowo…ale czy to tylko moje odczucie ?
Pamietam kilka lat temu jak pod podchodziliśmy do in vitro bez refundacji ,miałam wrażenie że lekarz naprawdę starał się,podchodził z empatia do nas jako pacjentów i dzięki niemu zaszłam w ciaze,każdy transfer był na cyklach naturalnych,zawsze była wizyta po trasferze jeśli się nie udał i analizowaliśmy co zmienić,jakie badanie zrobić,nie przeszkadzala większa ilość wizyt bo pacjentek bylo mniej i płaciliśmy kasę,teraz po kilku latach wróciliśmy żeby zajść w druga ciąże już na refundacji.Początkowo pierwsza wizyta bardzo pozytywnie,ale im dalej w las mieliśmy wrażenie ze lekarz olewa niektóre rzeczy,nagle stwierdził ze przygotuje mnie na cyklu sztucznym,gdzie czułam się fatalnie a wynik w dniu transferu progesteronu 8,6ng/ml,dołączona jedynie tabletka dodatkowo,transfer nieudany,przez telefon usłyszałam tylko ze jak dostane miesiączkę to znowu mam się faszerować lekami,nie zaproponowano mi nawet spotkania żeby zobaczyć co mogło pójść nie tak,przy drugim transferze uparłam się na cykl naturalny,chociaż miałam wrażenie ze lekarz nie był zadowolony,ze chcemy tak bo niby wiecej zamieszania,ale tak zaszlam z córka w ciaze i miałam lepsze wyniki, a i lekow dwa razy mniej ,raczej dla nich mniej wygodnie bo nie maja gdzie upychać pacjentek a nie każda lepiej reaguje na cykl sztuczny..lekarz się zgodził,wszystko ok, owulacja ładna progesteron przy transferze 39,6 ng/ml ale miałam wrażenie ze nie był zadowolony ze chce na naturalnym,najlepiej jakbym przyszła na sam transfer ewentualnie jedna kontrole i tyle,czuje większa olewkę…czy ktoś korzysta tez z usług tej kliniki i tego lekarza ? Myślimy z mężem żeby przenieść się do innej kliniki jest ten transfer się nie uda, bo nie ma tam chyba indywidualnego podejścia teraz tylko raczej szablonowo…ale czy to tylko moje odczucie ?