witam zasmarglana jak nieboskie stworzenie... olałam robotę, zostałam w domu, mam nadzieję, że pierwszy kontakt da mi L4, wizyta dopiero na 15.40... dramatu a nie ma, ale gdybym teraz nie leżała w wyrku tylko siedziała w pracy to by był...
strasznie mi przykro i smutno z powodu straty Perełki

mam nadzieję, ze to już żadnej z nas nie spotka...
za mną od paru dni chodzą też jakieś złe myśli, ale próbuję odpędzać
ja też z tych co się nie uspokoją do końca... i nie wiem czy teraz bardziej nie przeżywam niż w pierwszej ciąży... pisałam już wielokrotnie że była zupełnie inna... a też żyłam od wizyty do wizyty, uspokajałam sie na 2-3 godizny i znowu zaczynałam się martwić... wiem, że to niezdrowo dla maluszka, ale inaczej po prostu nie potrafie.... uspokoję sie jak umrę;-) taka już dola matki
i nie mogę się zdecydować czy zrobić placki ziemniaczane czy pyzy z sosem pieczarkowym, czy leczo czy mielone... koniec z umiejętnoscią podejmowania decyzji....