Hej dziewczyny,
Ja tez witam poweekendowo. U mnie po staremu. Troche mdlosci, czasami jest mi slabo ale ogolnie to w porzadku. Troche sie boje bo tu wszyscy wokol chorzy. Dezynfekuje sobie wiec rece i komputer co godzine i staram sie nie dotykac buzi. Pewnie mnie wszyscy nowi koledzy juz za wariatke maja

Nia: Ja mam podobne zdanie o L4 jak ty. Ja lubie swoja prace i choc czasem jest dosyc duzo stresu to chcialabym tak pracowac jak mi to wyznaczaja ramy macierzynskiego tutaj w Niemczech (6 tygodni przed terminem i 8 po terminie jest zakaz pracy). Ja patrze zawsze z punktu widzenia pracodawcy i rynku pracy. W krajach, w ktorych kobiety nie wykorzystuja straszliwie L4 jest o wiele bardziej pozytywne podjescie pracodawcow i reszty pracownikow do ciazy. Powszechne chodzenie na L4 sprawia, ze pracodawca nie ryzykuje i majac do wyboru 30 letniego faceta i 30 letnia kobieta, na pewno wybierze faceta. Wiem, ze np. w czesci Skandynawii rynek pracy dla kobiet jest o wiele laskawszy, chocby ze wzgledu na to ze faceci czesto biora macierzynski zamiast kobiet i to L4 jest duzo mniej powszechne w czasie ciazy.. Ja pracuje w typowo meskim zawodzie (jestem informatykiem) i musze konkurowac o miejsce pracy z innymi facetami. I naprawde rozumiem wybor pracodawcy decydujacego sie jednak na mezczyzne. Na szczescie w Niemczech panuje posucha na rynku pracy, wiec w tej chwili nie jest to ogromnym problemem. W czasie kryzysu bylo mi to jednak bardzo mocno dane odczuc.
Poza tym aktywnosc czy intelektualna czy fizyczna dobrze wplywa na ciaze. Oczywiscie wszystko w rozsadnych granicach. Ja wyjezdzajac z Polski, majac juz za soba poronienie tez mialam przekonanie ze jesli juz zajde w ciaze to trzeba chuchac i dmuchac zeby nic sie nie stalo. Natura jest jednak o wiele bardziej okrutna, zazwyczaj to czy lezymy czy biegamy nie ma wplywu na to czy wszystko pojdzie dobrze, pomijajac oczywiste wypadki patologicznej ciazy. Moj dobry przyjaciel jest bardzo dobrym specjalista prenatologiem i dlugo dyskutowalismy o wplywie stresu, pracy itp. na przebieg ciazy. On twierdzi, ze zdrowy poziom stresu w pracy, to znaczy nie taki jak u maklerow gieldowych czy kontrolelow lotu, jest z jego obserwacji i ogolnie badan nieszkodliwy albo wrecz zdrowy dla ciazy. Kobiety nie majace pewnego poziomu adrenaliny latwiej popadaja w depresje i lekkie infekcje. Bardziej wslu****a sie tez w swoje cialo, co z kolei prowadzi do tego, ze ma sie odczucie ze ciaza jest ciezsza niz w rzeczywistosci. Rozumiem ze szczegolnie pierwsze miesiace sa ciezkie, sama pierwsza 3 miesiace z Lotta spedzilam glownie w toalecie, drzac za kazdym razem kiedy mi bylo troche lepiej, bo moze dzieje sie cos zlego. Zaleznie od tego co sie robi mozna sie wtedy zastanowic nad jakims optymalnym rozwiazaniem. Ale drugi trymestr i poczatek trzeciego o ile nic zlego sie nie dzieje nie jest naprawde zly. Ja cieszylam sie mogac pracowac i chodzac do pracy. A pozniej po urodzeniu, dostawalam swira w domu i chcialam jak najszybciej wyrwac sie z tego slodkiego, rozowego swiata niemowlaczkow i spotkan z innymi matkami. Brrr... te wszystkie grupy wsparcia ... tu sie to nazywa grupy raczkujace. Nie chcialam isc na pelen etat do pracy (Lotte byla chora), ale zdecydowalam sie rozpoczac nastepne studia, glownie po to aby odetchnac od szpitali i innych matek.
Ale sie rozpisalam .... nie chcialam tu nikogo oceniac ani personalnie do zadnej z was pisac. Nie czujcie sie wiec prosze dotkniete, ani nie bierzcie tego osobiscie. To tylko moje zdanie, zrodzone troche moze z luksusu ze lubie to co robie i ze pracuje nie tylko dla pieniedzy ale rowniez dla przyjemnosci.