reklama

Majowe Mamy 2016

Ja się właśnie boję tego, że trafię na jakąś chamską babę, która pracuje bo pracuje. A nie taką co ma chęci do pomocy młodej mamie. Bo wtedy można łatwo się wkurzyć i załamać.
 
reklama
No własnie Gosiu, nie wiedzą i rzecz w tym, żeby od razu, z czułością ktoś przy młodej mamie był i uczył, sprawdzał, wspierał a nie opierdzielał i dopajał; a zostawia się kobiety same sobie..
No czułości od położnych w szpitalu to nie doświadczysz.
A rady co do karmienia mojej teściowej to ja ich w ogóle nie słuchałam. Ale ona najmądrzejsza była i to ja źle robiłam. Jakoś nie miałam ani razu zastoju, zapalenia itd. Moja mama na szczęście się nie wtrącała.

Z ciekawostek takich to kilka lat temu mleka początkowe były do 4 miesiąca. Od czwartego przechodziło się na mleko następne. Wraz z rekomendacją karmienia piersią i zakazu reklamy mleka początkowego i promocji producenci musieli zmienić mleka następne od 6 miesiąca a te tak zwane jedynki były do 6 miesiąca. Z tym ze skład mleka nie zmienił się w ogóle. Zmienili tylko etykiety. Producenci się tylko prześcigają w nowych szatach, składach itd. Wielką ściema jest mleko bebilon ponura czy jakoś tak a kosztuje więcej niż bebilon standardowy. Stoi to na półkach i się tylko terminuje.
 
Ja się właśnie boję tego, że trafię na jakąś chamską babę, która pracuje bo pracuje. A nie taką co ma chęci do pomocy młodej mamie. Bo wtedy można łatwo się wkurzyć i załamać.
Malutka będziesz po lekturze książki i będziesz robić swoje jak kobiety pierwotne, bez dodatkowych analiz; a ludzie jak ludzie, może własnie fajna się trafi!
 
Tak a propos pokarmu a właściwie jego braku to położna ze SR mówiła, że nie ma czegoś takiego tylko jest zła dieta matki tzn. trzeba wypijać przynajmniej te 3 litry płynów i jeść 5 normalnych posiłków (przy czym owoc, batonik czy coś w tym stylu to nie posiłek) i wtedy nie ma problemów, że dziecko się nie najada mlekiem z cycka :)
 
W Irlandii w ogóle nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiącej, każą jeść wszystko i dopiero jak coś się dzieje to szuka się przyczyn. A z dokarmianiem mm to i tu jest tak samo w szpitalu. Tylko w wychodzi siebie szybciej więc mniejsze szanse, że ktoś to zaproponuje.
 
U mnie na SR położna i doradca laktacyjny zarazem mówiła, ze normalnym zjawiskiem jest, ze dzieci tracą na wadze w pierwszym tygodniu po porodzie, a ze szpital nie może wypisać noworodka, który nie wykazuje przyrostu wagi, to wymyśla historyjki dla matek o złej jakości pokarmu lub o jego niedoborach, aby dokarmić dziecko MM i szybciej je wypisać...
 
Nie umiem spac kurde :/

Maui ja to teraz wszystko juz wiem ;) dobrze prawisz :D dwa lata temu bylam glupia i niedoswiadczona (choc z teoria zapoznana) no i jeszcze moze za malo asertywna. Bolec musi az sie cyc zahartuje ale ja tez zle przystawialam, co dodatkowo powodowalo bol. Pindy w szpitalu nie pomogly... no moze jedna w koncu sie taka trafila co mi pokazala jak przystawiac. A tak kazda gadala co innego... jedna, ze karmic non stop, inna zeby wybudzac na karmienie, inna zeby kazdym cyckiem po 15min, inna zeby po 20min. W koncu wymieklam i oddalam dziecko poloznym zeby dokarmily, bo juz sama nie wiedzialam czy cos mi tam w ogole leci... Jakie bylo moje zdziwnienie jak w ostatnim dniu w szpitalu obudzilam sie z mokra koszula na cycku (ooo mam pokarm) :D
Bogu dziekuje za zlota kobiete-polozna srodowiskowa, ktora mnie oswiecila, ze mam duuuuzo pic i jesc i WYWALIC z domu mm :D

edit. Organizer na lozeczko mam, trzymalam tam pieluchy (bo przewijak mam taki na lozeczko kladziony wiec bylo pod reka), masc do pupy, patyczki, witaminy... Ogolnie wszystko co bylo potrzebne przy przewijaniu i po kapaniu:)
 
reklama
Witam :) znowu nie mogłam dospać, córka mnie obudziła.

Plucik, współczuję, dobrze, że wszystko dobrze się skończyło.

Co do karmienia piersią, to ja córkę karmiłam bardzo długo, prawie dwa lata. Od 6 tyg uczulalo ja wszystko, co możliwe, wiec ja też cały ten okres byłam na diecie. To, że udało mi się wytrwać zawdzięczam tylko sobie i własnemu uporowi.

Zaraz po porodzie nie umiałam małej przystawic do piersi, położna tylko skomentowała, że mam płaskie brodawki i ze będzie trudno. Było. Mąż mi dowiozl nakładki, próbowałam, ale mała płakała wiec z bezsilności dałam mm. Dopiero w domu próbowałam do skutku. Powoli próbowałam bez nakładek i się udało. Po kilku dniach nawał pokarmu, ból i niewiedza co zrobić. Mama, która pamiętala, że kiedy kazano opróżnić całe piersi, mówiła, że mam wszystko odciągnąć. Oczywiście było jeszcze gorzej. Potem jakoś sobie poradziłam. Mąż siedział w kuchni tukl kapustę ;) po kilku dniach wyszłam na spacer z mala, cieplutko, ale lekki wiaterek, zawialo mnie. Gorączka 39 st, dreszcze, antybiotyk i ból. Potem kryzys laktacyjny. Wstawiłem w nocy, żeby odciągnąć chociaż 20 ml, żeby pobudzić laktacje
Mała wiecznie dostawiałam, z brodawek lała się krew. Ból straszny, ale wiedząc, jaką ma alergie, nie poddałam sie. Czasami płakałam z bólu, ale warto było. Później wszystko się ustabilizowalo i nie było już żadnych problemów. Wiem, że zrobiłam wszystko, żeby ją wyciągnąć z alergii, choć dieta tez nie była łatwa. Teraz mam większe doświadczenie, umiem juz przystawic do piersi, ale też wiem, że będę karmiłam tylko pół roku. Nie mam już takiego parcia, wiem, ile mnie to kosztowało, a przy dwójce dzieci musze mieć więcej energii. Nie mogę sobie pozwolić na leżenie w łóżku przez cały dzień i dokarmianie małego.
Jedyne, co mogę doradzić, to próbować, próbować i jeszcze raz próbować. Trzeba mieć naprawdę szczęście, żeby w szpitalu trafić na kogoś, kto nam w tym pomoże. Ja nie trafiłam, ale na szczęście się udało :)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry