Rano była poruszana kwestia drugiego śniadania (nie miałam za bardzo czasu się rozpisywać) ja czasem robię coś na kształt leguminy. 3 łyżki manny, 5 miarek MM, surowe żółtko, owoce jak mam świeże to świeże albo ze słoiczka to już zależy, i masło do posmarowania foremki. W rondelku gotuję szklankę wody dodaję kaszę i gotuję. Potem trzeba ją odstawić i jak przestygnie to dodaję MM i żółtko. Mieszam, wlewam do takiego malutkiego żaroodpornego naczynka wysmarowanego masłem i na wierzch układam owoce. Zapiekam w 200 stopniach na termoobiegu ok 10 minut (aż się zarumieni od góry) to ma taką konsystencję ni to budyń ni kisiel...Mała się tym zajada strasznie (jedna z niewielu rzeczy jaka jej wchodzi) a przepis znalazłam w jakiejś gazecie jakiś czas temu. Co do mycia zębów to myjemy wieczorem ziajką. Ja mam jedną szczoteczkę a córa drugą (inaczej wyrywa tą co ja mam z rąk bo ona musi sama)