Witajcie sobotnie

U nas tez jakas pojechana pogoda dzis, na zmiane slonce, deszcz i wichura.
Ledwo moge powieki w gorze utrzymac, skurcze mnie lapia co i rusz a piersi bola jak cholera. Do tego ekspresik do kawy mi odmowil wspolpracy i gdyby nie to ze ciezki cholernik to chyba moje hormony ciazowe poslalyby go przesylka lotnicza w kierunku sciany

Niniejszym dolaczam do grona tych ktore wszystko dzis wkurza... Ide do cieplej wanny ze swieczuszkami i herbatka z pokrzywy, moze mi sie troche nastroj poprawi.
Truskawkowa, trzymam kciuki zeby sie synek szybko wykurowal.
Viltutti, ja Ci sie naprawde nie dziwie ze juz chodzisz po scianach ze zniecierpliwienia, ale moze wlasnie sprobuj jakos zmienic rytm i byc mniej aktywna? Podobno takie zmiany czasem odblokowuja sytuacje i sie w koncu zaczyna.
Co do herbatki z lisci malin, to ona chyba nie tyle przyspiesza porod co go ulatwia, przez korzystny wplyw na miesnie? A masaz krocza to tez nie na wywolanie porodu, tylko z tego co mowila polozna na szkole rodzenia na zmniejszenie prawdopodobienstwa pekniecia/koniecznosci naciecia.
Nie pamietam kto wspominal o szczypaniu dna macicy, ale jesli ja dobrze zrozumialam Jotemke, to dno jest nie przy szyjce, tylko dokladnie po drugiej stronie, czyli na brzuchu, gdzies ponizej mostka?