Jakoś nie potrafię się z tego cieszyć. Zwyczajnie od razu czyje że coś jest nie tak i chce mi się ryczeć z bezsilności. Mam wrażenie że to że czuje się od wczoraj lepiej to znak raczej czegoś złego niż dobrego, po dwóch poronieniach jakoś nie potrafię myśleć inaczej.