...Net u heatherkow raz jest, raz go nie ma... Juz nie mam do niego sily... A jak juz jest, to ja nie mam czasu na to, zeby usiasc i do Was nastukac, Kochane Cioteczki... Juz nawet nie obiecuje, ze bede tu wpadac systematycznie... Ja nie wiem, jak Wy to robicie, ze ciagle Was tu pelno
Majowka taka sobie - wprawdzie wyjechalismy z Tiskiem do domku nad Narwia, ale padalo rownym rytmem prze calutenki piatek, wiec zebralismy zabawki i wrocilismy do domu

A tu bylo fajnie i wcale nie zalujemy...
A tydzien wczesniej Mateusz postanowil sprawdzic, jak to jest wbic sobie pod jezyk taka dluuuga tube plastikowa... i przez nastepne szesc dni codziennie jezdzilismy na kontrole do szpitala

Na szczescie obylo sie bez szwow, ale co sie wszyscy najedlismy strachu, to nasze...
No i jeszcze do kompletu - od wczoraj nam sie Tisiek zamienil w Wielkiego Zasmarkanca, wiec pare nocy - cos czuje - bedzie do tylu....
I to tak u nas.
A teraz sprobuje zajrzec, co tam slychac u Waszych Maluszkow.
Sciskamy!