"Przeciętna mama" może dać się nabrać na kaszki, które leżą na półkach z żywnością dla niemowląt i mają napisane, że są po 4 miesiącu życia a mają w sobie 30% cukru - nie każda musi wiedzieć, że ten cukier jest zbędny/szkodliwy, może zaufać producentowi, że taki właśnie ma być sklad kaszki. Ale na energetykach jest napisane, że są niewskazane dla dzieci i kobiet w ciąży. Może ktoś tego nie czyta, ale to już trochę oddaje stan jego umysłu, szczególnie w dobie wspolczesnego internetu, gdy wystarczy krótkie niegramatyczne zdanie, żeby się dowiedzieć co podawać dzieciom do picia. A jeśli odpowiada "nie Twoja sprawa", to już jednak oddaje jego intencje.
Natomiast ja nie rozumiem, dlaczego miałabym mieć poczucie winy, gdybym dowiedziała się, że to dziecko następnego dnia umarło - a ja nie zwróciłam uwagi. Albo dlaczego miałabym czuć się po takiej wiadomosci lepiej, gdybym tę uwagę zwróciła. Dla mnie to nie jest oczywista sprawa, czy nasyłać opiekę społeczną lub policję do tego typu zachowań rodzicielskich. Na dodatek, niekoniecznie byłoby mi lżej, gdybym wezwała interwencje i widziałabym bezradność sluzb (uprzedzam zarzuty o sąsiedzkie krycie przemocy domowej - osobiście wzywałam policję do awantury u sąsiadów i nie chodziło mi o hałas psujący mój komfort domowy). Ale wchodzenie w utarczki przy piaskownicy narusza moje własne poczucie bezpieczeństwa i jest poza moimi umiejętnościami społecznymi - taka jestem i nie zamierzam się z tego powodu biczować, gdy trafię na patologie.