Kobitki, wybaczcie, rano przeczytałam co miałam ale mała nie spała więc nie miałam czasu poodpisywać personalnie. Teraz nie pamiętam jaki która temat poruszała i dupka blada. Moje dziecko mnie wykończy. Baby, czy Wy też tak nie macie sił i cierpliwości? Czy Wasze dzieci potrafią bawić się same, czy Wy musicie czytać im książki, bo same cholera nie lubią? Czy musicie się z nimi "kokosić" na łóżku i mieć oczy dookoła głowy bo wstają i rzucają się na głowę na podłogę lub róg szafki nocnej? Czy klocki też trzeba wrzucać razem? Czy też myślą, że istnieje tylko wyjmowanie rzeczy z półek i szuflad a chowanie już nie? (No, przepraszam, tutaj muszę się pochwalić: od kiedy Majka zaczęła bawić się przedmiotami, powtarzałam: "zawsze po zabawie należy odłożyć wszystko na swoje miejsce, musi być porządek itp...". Kiedy usłyszała to moja szwagierka (matka 7 latki i roczniaka) roześmiała się i powiedziała, że mogę tak sobie gadać...widząc zachowanie jej córki, wiem, że ona NA PEWNO czegoś takiego nie mó
wiła i nie mówi...współczuję..ale do rzeczy. Dzisiaj Majka wyjęła pieluszkę z wózka (kieszonka z tyłu) i biegała z nią po pokoju, a potem rzuciła. Mówię do niej: "Maju, gdzie jest miejsce pieluszki? Odnieś ją na miejsce." A ona za pieluchę i do kieszonki wózka-myk!-co prawda nie trafiła, bo za wysoko, ale grzeczna, prawda? Uznałabym, że to przypadek, gdyby po południu sytuacja nie powtórzyła się z ziołami. Wyjęła, rzuciła, po mojej prośbie położenia na miejsce-odniosła i rzuciła w szafkę (nie dokładnie tam gdzie były, ale nie czepiajmy się:-)). Czyli moje Panie, jak sobie dzieci od początku wychowamy tak też będziemy miały...Tak konkluzja
