reklama

Poród rodzinny czy też lepiej samej?

Czerwcowamama01

Zaciekawiona BB
Witam rodze w czerwcu i zaczęłam myśleć poważnie nad tym czy chce rodzić z partnerem u boku czy też samej i szczerze nie mam pojęcia. Dużo się naczytalam i nasłuchałam jedni mówią mi że poród rodzinny to super sprawa inni że poród to jednak poród i lepiej przeżyć to bez zbędnych świadków juz wystarczy ze rozprasza nas lekarz i położne .Sama nie wiem szczerze ani ja ani mój partner nie jesteśmy pewni jak chcemy z jednej strony super przeżycie kiedy dzidzia już jest te pierwsze chwile razem we trójkę ale wizja tego że mam rodzić kilka godzin albo i kilkanascie uruchamia mi w głowie myśl że może jednak lepiej będę potrafiła się skupić samej że tak powiem no i znam przypadek kiedy mężczyzna po takim porodzie rodzinnym nabrał jakiegoś obrzydzenia do swojej kobiety zupelnie tego nie rozumie ale takie rzeczy sie zdarzają ;( . Jak było u was drogie mamy? Partner był przy porodzie ? Żałujecie dezycji?
 
reklama
Rozwiązanie
Ja tez rodzilam z obecnie ex mezem. Podawal wode i mialam z kim pogadac zanim sie rozkrecilo. Jednak on sam powiedzial ze nie wie czy by chcial to powtorzyc... Mowil, ze to straszne patrzec na ukochana osobe ktora sie az tak meczy i nie moc w zaden sposob jej ulzyc.
Mój mąż był cały czas przy porodzie i nie wybrażam sobie, żeby go tam nie było. Nie trzymał mnie za rękę i nie oddychał ze mną jak to bywa w filmach ale siedział obok i nawet to dużo mi dawało. Nie patrzył tam gdzie nie trzeba chociaż położna go namawiała. Odciął pępowinę i dla niego był to niesamowity moment. Polecam poród rodzinny, jest to ogromne wsparcie. Ale musi to być Wasza wspólna decyzja.
 
Rodziłam i z mężem i sama. Powiem tak - musisz pomyśleć co da Ci poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Tak na prawdę nie ma się na czym skupiać jedynie wsluchac w swoje ciało. Partner może być bardzo pomocny. Poda wodę, pomasuje plecy, wytrze czoło, podtrzyma. Zawalczy z personelem jesli bedzie potrzeba. Brakowało mi tego podczas ostatniego porodu.
 
Ostatnia edycja:
Rodziłam z partnerem i nie żałuję. Tylko ustaliłam jeszcze długo przed porodem co miałby w trakcie porodu robić a czego kategorycznie ma nie robić. Pępowiny nie przecinał co prawda bo się bał ale wszystko oglądał, wodę jednak podawał, za rękę trzymał i nie czułam się sama więc to był wielki plus.
Tylko szkoda mi go było bo się chłopina nudził jak diabli. Mi samej na jego miejscu by się nudziło.
Najważniejsze to szczerze z partnerem pogadać bo jeśli chłop nie chce być przy porodzie to lepiej go nie ciągnąć siłą bo nie będzie to już wtedy najpiękniejszy dzień w waszym życiu a prawdopodobnie jeden z gorszych.
 
Pierwzza corke rodzilam sama bylam wystraszona. zdezorientowana. Porod drugiej córki byl wywolywany i dopiero za 3razem sie udalo. Podczas badania maz wychodzil. Podczas porodu tez wyszedl polozna zawowala go do przeciecia pepowiny i naprawdę to ze byl ze mna w czasie trwania skurczy poprzedzajacych cala akcje porodowa bylo dla mnie bardzo duzym wsparciem i mam wrażenie że wzmocnilo to między nami ta wiez o której mowa w przysiedze malzenskiej. Takze naprawdę polecam. Ale to zalezy wszystko od Was.
 
Witam rodze w czerwcu i zaczęłam myśleć poważnie nad tym czy chce rodzić z partnerem u boku czy też samej i szczerze nie mam pojęcia. Dużo się naczytalam i nasłuchałam jedni mówią mi że poród rodzinny to super sprawa inni że poród to jednak poród i lepiej przeżyć to bez zbędnych świadków juz wystarczy ze rozprasza nas lekarz i położne .Sama nie wiem szczerze ani ja ani mój partner nie jesteśmy pewni jak chcemy z jednej strony super przeżycie kiedy dzidzia już jest te pierwsze chwile razem we trójkę ale wizja tego że mam rodzić kilka godzin albo i kilkanascie uruchamia mi w głowie myśl że może jednak lepiej będę potrafiła się skupić samej że tak powiem no i znam przypadek kiedy mężczyzna po takim porodzie rodzinnym nabrał jakiegoś obrzydzenia do swojej kobiety zupelnie tego nie rozumie ale takie rzeczy sie zdarzają ;( . Jak było u was drogie mamy? Partner był przy porodzie ? Żałujecie dezycji?
Mąż był przy porodzie. Bardzo mi to pomogło, nie wyobrażam sobie inaczej.
 
Ja rodziłam pierwsze dziecko z mężem i dużo mi pomagał, nawet przy podawaniu wody lub czegokolwiek. Poród trwał 6h wiec był potrzebny. Dwa kolejne porody już sama byłam i tez bylo ok. Tylko ze te dwa porody w samotności były bardzo szybkie, drugi to nawet na porodówkę nie zdążyłam a trzeci trwał 30 minut. Wiec może dlatego tak myśle, że bez męża źle nie było;) acha no i nie dostał żadnego obrzydzenia itd, cieszę się ze był chociaż przy jednym porodzie. Tylko jeden jedyny raz widziałam jak płacze ( jesteśmy razem 10 lat) i płakał właśnie gdy syn się urodził i przecinał pępowinę :)
 
reklama
Ja rodziłam pierwsze dziecko z mężem i dużo mi pomagał, nawet przy podawaniu wody lub czegokolwiek. Poród trwał 6h wiec był potrzebny. Dwa kolejne porody już sama byłam i tez bylo ok. Tylko ze te dwa porody w samotności były bardzo szybkie, drugi to nawet na porodówkę nie zdążyłam a trzeci trwał 30 minut. Wiec może dlatego tak myśle, że bez męża źle nie było;) acha no i nie dostał żadnego obrzydzenia itd, cieszę się ze był chociaż przy jednym porodzie. Tylko jeden jedyny raz widziałam jak płacze ( jesteśmy razem 10 lat) i płakał właśnie gdy syn się urodził i przecinał pępowinę :)
Jestem pod wrażeniem jak można tak szybko rodzić :) moje 24 h i jeszcze ze wspomagaczami... Hehe
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry