Rybko, jak tylko zobaczylam, ze napisalas od razu pomyslalam, ze beda tylko dobre wiesci :-)
Ciesze sie razem z Wami, ze Piotrus dochodzi do siebie.
Nie daj sobie wmowic, ze Ty go zarazilas. Zawsze tak reaguja w szpitalach, jak tylko pojawia sie gronkowiec, bo wiedza doskonale, ze jesli im sie udowodni wine (co czasami jest trudne), to mala problem. Wola wpedzac w poczucie winy wszystkich innych, bo wtedy nie mamy sil ani ochoty dochodzic prawdy.
Pamietam, jak zarazono mojego tate (byl po zawale, dwukrotnej smierci klinicznej, w yniku ktorej rozwinelo sie wiele powiklan w mozgu). Wymagal natychmiastowej operacji, ale musielismy niestety czekac, bo byl zarazony i nie mozna go bylo ratowac, bo wtedy, przy terpanacji gronkiwec dostalby sie najprawdiopodobniej do mozgu.
Wmawiali nam wtedy, ze to my z mama jestesmy winne. A prawda byla taka, ze lekarze nawet nie zauwazyli, co sie dzieje. Dopiero jak same powiedzialysmy, ze ma gronkowca ( o zgrozo powinnam byla jednak isc na medycyne), to zareagowali!!!!!!!!!!!
Ja sie od niego tez zarazilam...
Woiecej juz na ten temat nie bede pisac. Ale.... Szlak mnie trafia za kazdym razem, kiedy sobie przypomne.
Przepraszam, ze sie rozpisalam na ten temat... taki nie psaujacy tutaj, ale czasami nadal mnie to doluje straszliwie ( bo niestety skutki choroby sa nadal bardzo dla nas widoczne, przykre i uciazliwe) i raz na jakis czas musze sobie ulac zolci.
Rybko, jeszcze raz gorace pozdrowienia dla calej Twojej rodzinki. Trzymajcie sie cieplutko i niech Piotrus juz szybciutko wychodzi do domku :-)