Witam sie w piękną pogodę. Jak zwykle po dłuższej przerwie

ale wybaczcie jakoś nie mam czasu a niby od 8 do 16 sama w domu jestem bo dziecie w przedszkolu. Tylko że jakoś tak się zawsze składa że zanim ogarnę chatę i porobie co potrzebne to już lece po młodego a potem nie ma zmiłuj. Trzeba brać lego i bawić się do wieczora

Wczoraj byłam u gina. Młoda waży 2650, wody są w normie tak więc nie mam już stresa. Generalnie niby się nie spieszy na ten świat ale jak przypomniałam doktorkowi że Igor w 35 tc we wtorek też się nie spieszył a w sobote mi wody odeszły to stwierdził że w sumie mała duża i wszystko ok wiec jakby się miała rodzić to się nie martwić ale lepiej niech poczeka jeszcze 1,5 tyg. Następną wizytę mam 16 lipca i powiem wam że modle się o to żeby się już na niej nie pojawić tylko się rozpakować po 12 bo chyba umrę.
Tak jak było mi super fajnie tak od tygodnia jest masakra. Wszystko mnie boli, żołądek wariujej i ledwo co z młodym daje rade się bawić a męża nie ma prawie całymi dniami. Niby mam na plusie tylko 6 kilo ale z racji mojej nadwagi brzuch petarda jakbym tam bliźniaki co najmniej miała

Ja już mam wszystko dawno poprane i poprasowane, torby spakowane od 3 dni bo nigdy nie wiadomo, tak więc sobie czekam.
Pytanie mam do mamusiek bardziej doświadczonych niż ja. Z młodym nie miałam żadnych skurczy ani tym podobnych objawów, poprostu odeszły mi wody wiec pojechałam do szpitala a tam po jakis 3 godzinach od odejscia pojawiły się skurcze. Teraz jest jakaś masakra i sama nie wiem czy to skurcze. Od wczoraj mam nagle takie dziwne odczucie parcia jakbym musiała pójść zrobić 2, ciągnie aż od krzyża do brzucha i jest mega bolesne, albo nagle zakłuje mnie w lewym boku w podbrzuszu tak że aż sie zwine z bólu potrzyma trochę i puści. No i sama nie wiem czy tak się też objawiają skurcze i mam ich pilnować czy aby nie robią się regularne czy może mloda tak mi daje popalić po jelitach i grzebie gdzie nie trzeba.
