Ja chodzę na NFZ. Zapisów oczywiście nie było, ale jak tylko powiedziałam, że jestem w ciąży, to od razu usłyszałam, że mogę przyjść między pacjentkami. Byłam już 2 razy i tłumów nie było. Krew mi pobrano w zeszłym tygodniu, oprócz tego lekarz pobrał cytologię. Jutro znów idę do niego i wtedy dowiem się, co z wynikami. Tylko niestety na USG nie było terminów w grudniu, więc będę miała dopiero to w 11 tygodniu.
Zgodnie z radą siostry (doświadczonej po 1 straconej ciąży i dwóch donoszonych), dopóki wszystko będzie ok, będę chodzić na NFZ. Jeżeli by się okazało, że po USG w przychodni będę miała obawy, czy wszystko dobrze sprawdzili, to pójdę jeszcze prywatnie. W przypadku mojej siostry to właśnie w tym USG w 11 tyg. wykryto poważne wady płodu w pierwszej ciąży. Nie chciałabym trafić na słabych diagnostów, żeby nie było tak, jak w przypadku pacjentki dr Chazana (słynna sprawa w Warszawie), gdzie dopiero w 18 tygodniu okazało się, że może być coś nie tak i jeszcze ciągali ją na kolejne badania aż minął termin legalnej aborcji.