firanka
Fanka BB :)
Nie jest mi łatwo o tym pisać,ale muszę wyrzucić z siebie te wszystkie emocje,które odczuwam...ale od początku...Mam bardzo wspaniałych rodziców...którzy zawsze mnie kochali i wspierali,mimo,że tego nie rozumiałam,przez to były też częste kłótnie...w zeszłym roku rodzice kupili działkę nad jeziorem,i zakasali rękawy do pracy...tata z jednej pracy szedł do drugiej byle tylko jak najwięcej zarobić i doprowadzić działkę do dobrego stanu...W tym roku 18 czerwca pojechaliśmy razem z mamą i tatą,oraz moją córcią Nicole na działkę,kilka dni wcześniej tata kupił nową kosiarkę...Był taki podekscytowany nią,że gdy dojechaliśmy na miejsce nie przebrał się nawet tak jak zawsze to robił tylko tak jak stał,tak skręcił kosiarkę i zaczął kosić trawnik,potem sąsiadowi też skosił,śmialiśmy się wszyscy,że ma skosić trawę na całej alejce. Wieczorkiem mama i tata wypili sobie po drinku,tata powiedział,żebyśmy z mamą i Nicole spały w domku bo noc chłodna,a sam się prześpi w campingu. Rano jak Mała wstała usłyszałyśmy,że ktoś woła Gosia i Gosia (moja mama ma na imię Małgorzata),ale to było takie niewyraźne,że stwierdziłam,że to jakiś spity sąsiad i po co ma wychodzić z domku...lecz po chwili rozległo się pukanie i stwierdziłyśmy,że to tata,mama poszła sprawdzić. Jakoś dziwnie długo nie wracała więc poszłam zobaczyć co się dzieje...kiedy weszłam do przyczepy tata siedział na łóżku,a mama cały czas mówiła do taty: "Krzysiu chwyć mnie za rękę" ale tata miał sparaliżowaną całą lewą stronę ciała...pobiegłam do sąsiadów naprzeciwko bo tam dziewczyna pracuje w szpitalu jako sanitariuszka...Razem z jej mężem wezwaliśmy pogotowie,gdy przyjechali i już mieli zabierać tatę okazało się,że złapali gume i trzeba było wezwać jeszcze jedną karetkę...przewieźli tatę z podejrzeniem wylewu. Potem okazało się,że to udar prawej półkuli mózgu z obrzękiem...tata cały czas był świadomy,rozmawiał z nami,wszystko pamiętał...i nagle we wtorek przewieźli tatę na OIOM,gdzie wprowadzili tatę w stan śpiączki bo obrzęk mózgu się powiększał...twierdzili,że nie jest dobrze,ale,że są szanse,pozwalali nam wchodzić kiedy chciałyśmy,i kazali przede wszystkim dużo mówić,bo tata wszystko słyszał,i zabraniali płakać,w czwartek lekarz powiedział,że tata jest po badaniach i obrzęk nadal się powiększa,lecz jest nadal dobrej nadziei bo ludzi z gorszymi udarami wyprowadził na prostą...a w piątek po 8 zadzwonili,że o 8:20 mój ukochany tata umarł,pojechałyśmy z mamą i siostrą pożegnać się z tatą...dostaliśmy po kilku dniach wypis ze szpitala z którego wynikało,że tata dostał udar,obrzęk całego mózgu,zamknięcie się tętnicy środkowej,ostra niewydolność oddechowa i krążeniowa...czyli lekarz wiedzieli od początku,że tata umrze,a mnie,mamusię i siostrę mamili żmudnymi nadziejami...Tatuś miał tylko 51 lat i zostawił nas same...Nicole codziennie chodzi po domu i szuka dziadzi,bo zawsze się z nim kulała po łóżku,często z tatą zasypiała,jednym słowem uwielbiała go i nadal uwielbia...nie możemy pogodzić się z odejściem taty...Mam ochotę wyć do księżyca,krzyczeć,płakać i wogóle ale nie mogę bo wszyscy mi powtarzają,że jestem silna za tatą i muszę dbać o mamę i siostrę i Nicole...a ja już tak nie mogę,w ostatnim czasie nie mam nawet z kim porozmawiać...bo nikt mnie nie rozumie,wszyscy tylko jak mantrę powtarzają,że muszę być silna i mam przestać się mazać...kiedy ja już nie mogę dłużej udawać,że wszystko jest ok,bo nie jest i nie będzię...już nigdy ;-(