Czytam co tam wyprodukowalyscie.
Kroptusia bosze kochanie tak mi przykro ze pzez to musialas przechodzic :-( nawet nie wiesz jak bardzo wiem przez co przeszlas, nie chce sie do ciebie porownywac ale ja pzeszlam przez bardzo podobna sytuacje wiec wiem co masz na mysli, mowiac ze nie mialas sily nic zrobic.
Otoz 3 lata temu pewnego wieczora odczulam niezamowite klucie w prawym boku do tego stopnia ze nie moglam wejsc po schodach wylam z bolu i wiedzialam ze cos jest nie tak (staralismy sie o dzidzie ale nie przyszlo mi na mysl ze to moze byc cos z tym powiazane). Poprosilam meza by zawiozl mnie na pogotowie zwlaszcza ze zaczelam plamic ale wiecie zagniezdzenie i te sprawy, myslalam pozytywnie. Zarejestrowalam sie oddalam mocz do badanie i w niesamowitym bolu czekala jakies 3 godz. na widzenie. Polozyli mnie na lezanke obmacali podbrzusze i zostawili na jakis czas. Przyszedl gin. i pyta "od kiedy wiem ze jestem w ciazy???" a ja szok JESTEM??? przeciez to dopiero 3tc jak i kiedy???? 100 pytan na minute. Podali przeciwbulowe zapewniajac ze to nic powaznego pewnie zagniezdzenie, pozamaciczna nie moze byc bo to 1 do miliona, za wczesnie do wykrycia- odeslali do domu.
Kazali zrobic test po paru dniach. 1 dzien po spodziewanej @ test pozytywny wiec wielka radosc ale wciaz plamilam. Po paru dniach zalapalam jakas grype (tak myslalam) poszlam zobaczyc sie z lekarzem, ona wyslala mnie do poradni gdzie wykonali bete i kazali sie pojawic na powtorzenie bete po 2 dniach. W czwartek (pamietam jak dzis) otrzymalam telefon, beta opada, niestety traci pani dzidzie. Placz i jakby cos we mnie peklo. Kazali przyjsc posilne przeciwbolowe bo bedzie bolec "to normalne" tak uslyszalam. Posiedzialam w domu do wtorku nikt poza moim mezem i jegobratem z zona o tym nie wiedzial co sie dzialo. We wtorek wrocilam do pracy, wciaz krwawilam ale na to bylam przygotowana ,organizm musi sie oczyscic ale kolo 10am zaczelam sie strasznie czuc. Bylam bardzo slaba i zaczely mi omdlewac nogi, nie chcialam byc dla nikogo problemem wiec zadzwonilam do M ze jade do szpitala on byl bardzo daleko na po zamowienie wiec nie mogl przyjechac, w pracy mosialam powiedziec co sie stalo i ze chba cos jest nie tak i mosze sie zwolnic do lekarza. Szef chcial zawiesc mnie ale ja nie chcalam byc ciezarem i pojechalam autobusem. Mialam wraenie ze tracilam przytomnosc bo nie pamietam polowe drogi, na przystanku przy szpitalu zwymiotowala z bolu, ostatkiem sil rozbawilam siebie ze pewnie mysla ze jakiz zul. W przychodni powizialam ze trace ciaze i jest cos nie tak, posadzily mnie na krzeselku i tak w cierpienu czekalam jeszcze 2 godz. szkoda bylo mi tych wszystkich babeczek ktore musialy to wszystko ogladac. Potem juz wszystko bardzo sie szybko potoczylo, USG stwierdzenie ciazy pozamacicznej i wciaz pamietam ta wspaniala pielegniarke ktora trzymala mnie za reke i ze mna plakala. Strasznie sie czulam, wszystko tak strasznie bolalo chcialam tylko zasnac i poczuc ulge. Nagle uslyszalam, ze zaczela sie panika i kszatanie. Zaczeli mnie szybko rozbierac i na wozek, pamietam tylko przerywane obrazy, korytaz, winda, sal przedoperacyjna, mily dziadek w sali poopercyjnej i wyrok "musielismy usunac jajowod" Uczucie niemocy, lzy lecialy przez nastepne pare dni, tygodni. Nie moglam znalezc powodu by rano wstac z lozka by zyc. A jeszcze w szpitalu nie moglam siusiac organizm sie zablokowak na cewnik czekalam 4 godziny, pielegniarka oswiadczyla ze pechez moze utrzymac 250ml moczu mi "sposcili" 900ml Horror, dzwonilam do meza by zabral mnie do domu ale niemogl bo musze sie sama zalatwiac by mnie wypisali, chcac nie chcac musialam tam byc.
Czas goi rany ale wciaz sie wszystko pamieta i nawet czase tak samo boli, bede zawsze pamietac twarz mego M jak wyjezdzalam z sali pooperacyjnej radosc ze zyje i smutec co sie stalo. I ta niemoc przed operacja, chec odejscia.
Jestescie jedynymi osobami ktorym powiedzialm co sie dzialo, bolalo, i cierpialam ale wciaz chce dzidzi bo wiem ze bedzie cudnie jak juz tu bedzie.
Dziekuje ze mogla sie wam wygadac.