Mnie też nic nie pomagało, a cera pogorszyła się na tyle, że w 11 tygodniu poszłam do dermatologa, który przepisał mi dwie maści robione ze składnikami dozwolonymi, które nie przenikają do krwiobiegu. Gdy weszłam w II trymestr dostałam dodatkowo gotową maść.
Miałam dużo wątpliwości, czy je stosować, ale tak mnie piekła twarz, że myślałam że się zadrapię. Zaufałam więc dermatolog, oczywiście nie omieszkałam sprawdzić składu w internecie

A skoro było napisane, że działa miejscowo i kobiety w ciąży mogą stosować, to po co miałam się męczyć?
Teraz medycyna poszła do przodu i myślę, że na wszystko znajdzie się coś bezpiecznego dla kobiet w stanie błogosławionym. Tylko trzeba udać się do specjalisty, nic na własną rękę!
Na pocieszenie dodam, że będąc w ciąży, termin do specjalisty masz maksymalnie tygodniowy, a skierowanie wystarczy wziąć od rodzinnego.
Co do efektów, maści pomogły na tyle, że byłam mniej czerwona i nie swędziała mnie twarz. Dopiero w okolicy 26 tygodnia zmiany zaczęły się wycofywać. Ale to kwestia hormonów, które wreszcie przystopowały. Jakby zmiany nadal były, dermatolog w III trymestrze chciała mi przepisać tabletki, ale na nie raczej nie odważyłabym się, więc dobrze, że cera wróciła do normy