no to jestem juz po rozmowie z tatusiem dziecka...zastanawialam sie czy w ogole powinnam tam isc, ale w koncu sie zdecydowalam...
wyszlo na to, ze oboje mielismy sobie cos do powiedzenia...i oczywiscie ja chcialam, zeby zaczal on, on zebym zaczela ja..
ale z moja sila przekonywania zaczynal On...i wyszlo na to, ze nadal mnie kocha, za zaluje tego co napisal, w jaki sposob to napisal...( bo o tym, ze nie jestesmy razem, dowiedzialam sie przez sms, gdy bylam u taty w Hamburgu. napisal mi, ze nasz zwiaek nie ma sensu, ze ciagle sie klocimy, oddalilismy sie od siebie itp.) no i w tym momencie sie rozplakalam...a on sam domyslil sie, ze cos jest nie tak, ze cos sie stalo...tak wiec nie mialam juz wyjscia i musialam mu powiedziec...
zdziwil sie, nawet bardzo..ale poczatkowo nie powiedzial nic, tylko mnie przytulil...a pozniej..hmm..powiedzial mi, ze chce byc ze mna, ze damy sobie rade itp.i ze cieszy sie, ze zdecydowalam sie mu o tym powiedziec.
tak wiec nie byllo tak zle jak myslalam i wiecie co,naprawde sie ciesze, ze tak sie to ulozylo, od razu jestem spokojniejsza.
Wieczorem poszlismy jescze do jego rodzicow, w koncu uznalismy, ze tez powinni sie o tym jak najszybciej dowiedziec. Tutaj bylo troszke trudniej, ale dalismy rade. Na koncu jego mama sie rozplakala, ze zostanie babcia, przytulila mi i powiedziala, ze cieszy sie, ze to wlasnie ja bede matka jej wnuka/wnuczki..
nie macie pojecia jak strasznie sie ciesze, ze to wszystko wlasnie tak sie ulozylo
dziekuje Wam za wsparcie:*
pozdrawiam ciepltko
