Po mojej wizycie standardowo wku*rw
W przychodni byłam o 10, położna przyszła o 10.15 i zdziwko czemu tak wcześnie jestem.
Mówię, że przecież wizytę mam na 10.45, a ta do mnie, że pan dochtór to dopiero koło 12 będzie, bo coś mu wypadło!

Tyle dobrego, że mnie zarejestrowała, ciśnienie mam niskie (90/60), ale też nie jestem pewna, czy to nie wina pomiaru, bo jakoś dziwnie ona to robi; na wagę nic nie powiedziała (chyba bym ją zatłukła) no i poszłam do domu na drugie śniadanie
Na samej wizycie najpierw gin mnie podczas badania na fotelu nastraszył, że szyjka sztywna i ryzyko wcześniejszego porodu, ale później zrobił USG dopochwowe i jednak mu się pomyliło, bo wszystko ok

Stwierdził, że na jego oko wszystko super, prawdopodobnie chłopiec, więc skoro on na swoim archaicznym sprzęcie dostrzegł siurka, to chyba już się Gucio nie zmieni w Marcelkę
No i na koniec najważniejsze - dał mi skierowanie na bezpłatne prenatalne (wpisał podejrzenie zaburzenia tętna płodu, ale wcześniej po prostu zapytał, czy stać mnie, żeby wybulić 250zł), ale znów dał numer do swojej koleżanki z prywatnej kliniki, w której i on przyjmuje.
Na korytarzu laska w ciąży powiedziała mi, że miała tą samą sytuację i z badania nie była super zadowolona, bo jednak na NFZ to po łebkach i na odwal się, niby mierzą, sprawdzają, ale widać, że "za darmo".
No i tak się zastanawiam, zapisać się teraz na to bezpłatneUSG i iść i tak 17 września na prywatną wizytę u tej babki, co ostatnio, czy to za dużo by było, dwa USG w krótkim czasie?
Co myślicie?