Witam, chcialabym sie z wami podzielic moja najtrudniejsza w moim zyciu chwila. Wszystko zaczelo sie od Marca kiedy zaszlam w ciaze, od poczatku bylam pod kontrola lekarzy i przyszlo badanie prenatalne na ktore oczywiscie sie zgodzilam, myslac ze wszytko bedzie donrze tak jak z moja pierwsza coreczka. Lecz tak nie bylo. w czerwcu otrzymalam telefon od ginekolog ze wyniki z krwi a konkretnie PAPP-A wyszla bardzo zle. Wynik 0.058. wraz z tym laczyly sie 1/88 zespol edwardsa i 1/134 zespol downa. Ale lekarka pocieszala ze wszystko bedzie dobrze, choziaz ja mialam przeczucie ze to padnie na moje dziecko. Mialam konsultacje z genetykiem ktora uspakajala mnie ze moze to byc cos z lozyskiem i bede po silna kontrola lekarzy zeby plod sie rozwijal prawidlowo. Dostalam skierowanie na Harmony test- (pobierana krew), po tygodniu czekania, plakania, zero normalnego funkcjonowania, dostalam telefon od mojej genetyczki ze niestety na 90% wyszedl zespol edwardsa. Reszte dni byly dla mnie piekielnie trudne, chodzialam jak cien, lezalam czytalam wszystkie informacje na temat tej choroby, i zdecydowalam sie na amniopukcje. W dzien amnipunkcji zrobili mi usg, gdzie znalazli u synka 3 markery- wade serca, duza glowke, i zacisniete raczki. Wiedzialam ze igla tylko bedzie potwierdzeniem najgorszego. Czekanie na wynik trwal 2 dni. Genetyk zadzwonila ze synek ma full trisomia 18. Chcialam sie obudzic z tego koszmaru! ale to sie naprawde dzialo...moje dziecko bylo chore a ja nie moge mu pomoc. NIe wiedzialam do konca, jak to dalej sie potoczy, przeciez mialam opcje zeby sie odwazyc na terminacje lub donosic ta ciaze. Jestem wierzaca, ale takze pielgniarka z zawodu gdzie widze ciepienia innych na porzadku dziennym. Nie wyobrazalam sobie mojego dziecka jak cierpi a zarazem nie chcialam przerywac tej ciazy. W raz z mezem postanowilismy dac sobie troche czasu, moze to sie samo rozwiaze. 95% ciaz z ZE konczy sie na poronieniu, ale nasz maly synek walczyl dzielnie. Bylam na 2 usg po diagnozie i serduszko bijo prawidlowo. Ale w 16 tygodniu, czulam sie bardzo slabo, mialam dreszcze pojechalismy do lekarza, i serduszko juz nie bijo. Zaczelam ryczec chociaz wiedzialam ze tak moze sie to skonczyc. To bylo w piatek a we wtorek przeszlam zabieg, bo nie mialam odwagi urodzic synka. Teraz planuje pochowek, zamiast cieszyc sie przemalowaniem pokoju na niebiesko. Sory za ten dlugi opis, teraz ciesze sie wylacznie ze mam zdrowa coreczke, bo bez niej byloby nam duzo ciezej, a synek zawsze zostanie z nami w naszych sercach. Pozdrawiam i zycze dla kazdej z was sily i wytrwalosci.