dokładnie tak jak gosiak_85 napisała - jak dziecko wyjdzie to nie czuje się już bólu

Ja miałam takiego powera że mogłabym na szmacie cały szpital oblecieć

A to była prawie 3 w nocy

Zresztą bolą skurcze rozwierające szyjkę - nie przypominam sobie żeby parcie mnie bolało, a kiepskie jest to że miałam bóle krzyżowe - przy okresie też tak mam więc teraz też się z tym liczę

Ale swoją drogą ja jestem odporna na ból więc może to też kwestia indywidualna.
W każdym razie weszło - wyjść musi

Lepiej się uspokoić, poddać bólowi a nie hamować skurcze i nie krzyczeć a zachować energię na to co ważniejsze (ja nie krzyknęłam ani razu ale były dziewczyny nawet co histeryzowały - utrudniały więc sobie i położnym, wszystko trwało dłużej).
Cieszę się bo wtedy nie było męża przy mnie (mieli go zwolnić z pracy która znajdowała się tuż przy szpitalu jak już zacznę rodzić, ale to działo się w takim tempie że już po wszystkim przypomniałam sobie żeby mu sms napisać że syn nam się urodził

), a teraz powiedział że niech się dzieje co chce ale będzie z nami

Od wczoraj mam jakąś euforię na wszystko

Takiego dobrego humoru od dawna nie miałam

Aaa i wy też się tak łatwo wzruszacie? Ja na co bardziej ckliwe wzmianki o czymś w necie albo na własne myśli łzy w oczach mam

Niby pozytywnie ale głupie to jakieś
