U mnie dziś tragedia, wczoraj przy wielkim wysiłku jakim jet wycieranie się ręczniekiem.... strzeliło mi coś w kręgosłupie i ledwo chodzę, chce mi się płakać i nawet płaczę jak mąż nie patrzy, ledwo wstaję z łóżka to jest najgorsze co mi się mogło teraz przytrafić, z samym brzuchem było się już ciężko poruszać, borykam się z tym kręgosłupem od lat, ale akurat teraz sobie o mnie przypomniał...ani leków przeciwzapalnych, ani smarowideł, rehabilitacja odpada, a jutro mam wizytę u gin i nie wiem czy dam radę wyjść z domu, a co tu mówić o wdrapaniu się na fotel, ratuję się chłodnymi okładami, ale mam tak czarne myśli jak czarna jest czerń