Dziewczyny glowa do gory! Ja pierwsze dwa tygodnie płakałam razem z córką przy karmieniu, chodziłam jak zombie, a moj mąż stwierdził, że nie tego sie spodziewał i myślał, ze przyjdziemy ze szpitala „nauczone wspólnego karmienia”. Mała przybierała poniżej normy, albo wcale. Ja cały czas panikowałam, ale w końcu mama uspokoiła mnie, zeby sie nie przejmowac normami, bo dzieci sa dużo silniejsze niż myślimy, a laktacja (z delikatną pomocą) sprosta wymaganiom konsumentów
. Trzeba po prostu na to czasu i mnóstwo cierpliwości (i łez).