U mnie było tak, że o 3 nad ranem w piątek zaczęły odchodzić mi wody, ale nie miałam żadnych skurczów. O 5 rano pojechaliśmy do szpitala i po badaniu okazało się, że nie mam rozwarcia. Wzięli mnie na oddział i kazali spacerować, ale nic nie ruszyło. Na wieczornym obchodzie zapadła decyzja, że jak nic nie ruszy przez noc to w sobotę o 8 rano wywoływanie. Rano też nie było rozwarcia ani skurczów, podali oksytocynę i od razu rozpoczęły się skurcze. O 11:20 było już po wszystkim. W karcie mam wpisane, że pierwsza faza trwała 2h35 min, a druga 15 minut. Ja np nie czułam tych skurczów "z brzucha", bo zagłuszyły mi je bóle krzyżowe (bolało tak jakby ktoś przypalał mi kręgosłup rozżarzonym żelazem).
Dodatkową niedogodnością był poród w maseczce (rodziłam w październiku 2020) i teraz też każą rodzić w maseczkach

. Może do czerwca się to zmieni