Cześć, wiem że wątek przewijał się setki razy, ale chciałam opisać swój przypadek. Otóż od kilku miesięcy staramy się z mężem o drugie dziecko, jednak gdy ostatnio byłam u ginekologa dowiedziałam się, że mam torbiele na lewym jajniku i prawdopodobnie owulacja nie zachodzi. Jednak na powtórnej wizycie kontrolnej okazało się że jestem po owulacji z prawego jajnika. Był to poniedziałek, w piątek i niedzielę współżyliśmy. We wtorek będąc na zakupach poczułam ból podbrzusza i że coś ze mnie wypływa. Poleciałam do toalety i zobaczyłam biały śluz, a raczej lekko różowy (podbarwiony krwią) Uradowana myślałam, że to krwawienie implantacyjne. A teraz…. Miesiączka spóźnia mi się 6 dni, zrobiłam kilka testów, na dwóch z nich po czasie widziałam lekką drugą kreskę, myślałam że mam omamy raczej, bo inne testy wychodzą negatywne. Dodam że dwa dni przed terminem miesiączki zaczęłam plamić na brązowo, a raczej jest to delikatnie brązowy ciągnący się śluz. W dniu spodziewanej miesiączki przy załatwianiu potrzeb gdy się wycierałam, to na papierze miałam ciemnoczerwoną krew. Myślałam że dostałam miesiączki jednak to była jednorazowa sytuacja. Dziś (6 dni spóźnienia) wydzielina z pochwy staje się przezroczysta. Czy jest możliwość, że mimo negatywnych testów jestem w ciąży? Czy w tej sytuacji zrobienie bety ma jakikolwiek sens?