Mój syn wszystko robił zdecydowanie później niż większość dzieci. Przeważnie miesiąc po górnej książkowej granicy. Bardzo długo nie siadał. Przerobiliśmy kilku fizjoterapeutów, w końcu znaleźliśmy panią, która przyjeżdżała do domu, a oprócz tego my z nim działaliśmy. Mimo wszystko i tak robił wszystko w swoim tempie...O ile fizycznie wszystko bardzo długo mu zajmowało, tak mentalnie i w kwestii mowy był bardzo do przodu. Teraz ma 6,5 i nie ma między nim a rówieśnikami jakichś większych różnic. Widać jedynie, że jest bardzo ostrożny i taki był od zawsze. Nawet upadając robił to tak asekuracyjnie, żeby wyjść z tego bez szwanku. Po schodach też chodzi bardzo ostrożnie. A co do fizjoterapeutów - przerobiliśmy ich kilku, najczęściej było tak, że każdy mówił co innego, jeden o zbyt wysokim napięciu, drugi o zbyt niskim, a ten najbardziej polecany w okolicy pokazał jedno ćwiczenie i kazał wrócić np. po trzech miesiącach... Finalnie nie wiedzieliśmy kto ma rację. Najbardziej sprawdziła się pani, która przyjeżdżała i ćwiczyła go u nas w domu. W późniejszym czasie załatwialiśmy WWR, miał z tego fizjoterapię i SI w żłobku i przedszkolu. Później prywatnie SI, które zakończyliśmy w tym roku.