Nie chce uciec bez słowa więc opowiem o badaniu. Mało przyjemne ale dzięki dwóm zastrzykom w tyłek ( kochany gin nie dał cierpieć) jakoś przeżyłam. Badanie trwało chwilkę, dosłownie, ta pianka była nieprzyjemna. Uczucie że coś zimnego rośnie Ci w brzuchu. Jajowód prawy 100% drożny, jajowód lewy 99% niedrożny. Lekarz wprost powiedział że u mnie zabieg nie ma sensu, cały czas mam owulację z prawego jajnika. Z moim całokształtem dał 3 miesiące po czym padły te cholerne słowa in vitro. Nie biorę go pod uwagę więc cieszę się że mam wspaniałą córkę. Więc uciekam z forum, nie wiem czy na zawsze ale na jakiś czas. Póki tego nie przetrawię i nie pogodzę. Nie piszcie mi proszę że nie ma co się poddawać. Spadło mi cholernie dużo diagnoz w zeszłym roku i po tym czasie starań mam serdecznie dość samej myśli o ciąży. Niczym innym nie żyje od 10 miesięcy. Lekarz widząc moje załamanie uznał że da mi l4 na dwa dni. Zrobiłam co mogłam, badałam, leczyłam nawet męża zagoniłam do badań. Teraz czas na odpoczynek. Trzymajcie się i klątwę kresek zostawiam tutaj i na marcówkach. A najlepiej jak się ciągnie już po wszystkie miesiące
