Posłaliśmy z żoną małego do szkoły jako sześciolatka ulegając wszechobecnej propagandzie, jakie to doskonałe rozwiązanie. Wczoraj był w szkole pierwszy raz. Po godzinie nauczycielka dzwoniła, żeby po niego przyjść, bo strasznie płakał, a momentami wpadał w jakąś furie. Nie wiem, o co tam poszło...