A ja ostatnio czuję się jak samotna matka:-(. Zero pomocy ze strony męża. I nie mówię o tygodniu,bo on wychodzi do pracy o 6 i wraca o 18. Jest zmęczony,rozumiem to. Ale niedziela? Ostatnio minęła nam "cudnie

". O 12 pojechaliśmy na zakupy,a potem był jeden mecz,drugi,trzeci... Czyli mąż przed tv z piwem,a ja zajmowałam się dziećmi.... Sobota też nie lepsza. O 14 wrócil z pracy... Mieliśmy jechać na grilla. A on co? Polożył się i spał do 20-tej. I ja znowu sama z dziećmi:-(. I tak jest już od kilku tygodni...
Ostatnio juz nawet o nic go nie proszę,bo sama sobie daję radę. Czasem mówi do mnie: daj Franka i np. zrób mu jeść. To ja mu na to,że sama sobie świetnie dam radę i nie potrzebuję jego "pomocy". Wiem,może źle robię,ale on mnie nauczył tego,że naprawdę niewiele robi przy dzieciach. Jeszcze teraz Jakub jest trochę marudny przy ospie i mnie potrzebuje,a ja się przecież nie rozdwoję,ale niestety,chyba będę musiała...