dziewczyny, zlapal mnie dzis okropny dol... mam juz dosyc mieszkania z moimi rodzicami ;/ serdecznie dosyc... a nie mamy zadych perspektyw na to aby sie wyprowadzic bo nas na to poprostu nie stac, moj maz zarazbia 1500 na reke, to tak akurat zeby zaplacic za wynajem i zeby nic juz z tego nie zostalo... co jest poprostu smieszne ze facet z wyzszym wyksztaceniem dostaj takie marne grosze... ciagle sie kloce z moimi rodzicami o wsyztsko. mieszkamy z nimi w mieszkaniu 50 m z czego my dostalismy najmniejszy pokoik i w trojke ledwo co zyjemy w tym pokoju, moja mama ciagle wtraca sie w nasze sprawy i mowi jak to ona wychowywala swoje dziecko, 20 lat temu. codziennie staczam walke o porzadek w domu, oni wracaja pozno wieczorem i poprostu robia straszny balagan, czuje sie jakbym mieszkzla z banda studentow, ktorzy nie moga wlozyc do zmywarki kubka czy lyzeczki, wszystko jest porozrzucane po calym mieskzaniu i nigdzie nie ma dla mnie miejsca... mam juz tego dosc. do tego walka o psa ktory mial zniknac gdy mala sie urodzi, miala go wziasc moja siostra no i do tej pory o to walcze bo oni nie chca go oddac. nie rozumiem ich postawy. generalnie robia wszystko zebym sie wyprowadzila, ale mowia zupelnie inaczej. maja dom jednnorodzinny 30 km za gdynia to ok 20 min drogi, to jest duzy dom, w ktorym spokojnie mozna mieszkac, nie mowie ze maja sie wyprowadzic, ale widocznie im to na reke ze ja tak bardzo sie mecze skoro maja perspektywe aby sie wyprowadzic a tego nie robia... gdy bylam jeszcze w ciazy mowili mi ze jak urodze to sie tam przeprowadza bo narazie lepeij zeby byli z nami, potem termin sie przesunal, bo przeciez moja maam mi 'musiala' pomagac, pozniej znowu i znowu, az doszlo do tego ze przeprowadza sie we wrzesniu 2009, to pare miesiecy, niedlugo prawda? no ale niestety znowu zaczeli mieszac ze nie ze jescze ze dwa laat z nami pomieszkaja, bo mama jesczez bedzie pracowac a nei chce z tak daleka dojezdzac... jak tylko wspomne o wyprowadzce to od razu jest "ale co ty mowisz przeciez to mieszkanie jest dla ciebie" i co z tego ze nawte jak oni sie wyprowadza to nadal nie bedzie to moje mieszkanie... dzis poprostu mam juz dosc, rece mi opadaja i odechciewa mi sie zyc, bo perspektywa na wyprowadzke jest tak daleka ze szok... wiem, ze pewnie napiszecie ,ze wiele osob ma gorzej, ale ja juz poprostu nie mam sily, do tego moj maz co weekend na studiach i musze tu z nimi siedziec, naprawde tylko pojsc rzucic sie z mstu, ech....