Efilo nie przejmuj się - "odchorujesz" i Ci przejdzie ;-)
Ja też zarzekałam się jak żaba błota, że płeć mi obojętna, że wystarczająco długo się staraliśmy, by zależało mi tylko na zdrowiu dziecka.
No ale jednocześnie J. cały czas uparcie twierdził, że to dziewczynka, wciąż o tym mówił - do tej pory gdy wchodzi do domu krzyczy "cześć dziewczyny!".
A gin twierdzi, że nasza "dziewczynka" ma siusiaka.
Prawdę mówiąc, w pierwszej chwili gdy to usłyszałam, to minę miałam dziwną - czułam się też dziwnie. Ale powoli przechodzi i zaczynam się cieszyć, że najstarszy będzie chłopak :-)
Poza tym, w tym momencie, szanse na trafne rozpoznanie wciąż nie są za duże ;-)