mam takie pytanie. zamierzam niedlugo ochrzcic moje dziecko. jestem samotna matka, jednak chcialbym zeby ojciec jak najbardziej uczestniczyl w zyciu dziecka. co prawda z jego zapalem ronie to wyglada....same slowa nic przyniosa nic, a on wlasciwie skupia sie na zapewnieniach jak mu zalezy niz na regularnych wizytach, czy placeniu alimentow. poczuwa sie do ojcostwa w takich moentach jak zblizajacy sie chrzest i zada zeby jeden chrzestny byl od niego . moje pytanie dotyczy samego chrztu czy kieza w takim wypadku, gdy rodzice nie wychowuja wspolnie dziecka zgadzaja sie zeby oboje rodzicow bylo przy olatarzu w ciagu chrztu. ja dostalam rozgrzeszenia, ale wiadomo ze jak ojcec dziecka pojdzie do tego ksiedza to powie swoja wersje wydarzen( chodzi o to, ze cala ciaze bylismy razem planowalismy wspolne zycie, ja mu tlumaczylam ze jesli nie pojdzie do pracy i nie zacznie powaznie myslec o zalozeniu rodziny to nic z tego nie bedzie. i jak sie dziecko urodzilo on dalej nie wybral sie do pracy wiec odeszlam)-wiec jakby z mojej winy nie jestemy razem to ksiadz moze krecic nosem. z reszta nie wiem czy ksiadz jakies dochodzenie prowadzi czy bez problemow ojciec uczestniczy w calej ceremoni. moze ktoras byla w takiej sytuacji?