Mry, ja przeżywam bardzo. I cieszę się jak wariatka. Sama jestem zaskoczona, bo myślałam, że po wyczekanej i wywalczonej ciąży z małą, już nic mnie tak nie ucieszy- a jednak! Niektórzy patrzą na mnie bez zrozumienia, po co ta euforia i stresy- ale mało mnie to obchodzi. Dla mnie to cud i coś najpiękniejszego na świecie, potrafię nawet wymiotować z uśmiechem na ustach ;-) to pewnie "zasługa" hormonów, mogę się wściekać o byle co albo płakać- ale myśl o ciąży zachwyca mnie ciągle i nieustająco.
Gabi, jaki duży Twój skarb!