Heloł
Moja Hania też z tych samodzielnych. Jak się zbliża pora posiłku pakuję ją do krzesełka, ubieram w ceratkowy fartuszek ze specjalną kieszonką na wpadujące papu, kładę na blacie jej miseczkę z jedzonkiem, łyżeczkę i ... heja do przodu. Z tymże jeśli jest bardzo głodna, to jej pomagam-mam druga łyżeczkę i tak na przemian, ona tam sobie je i ja jej też ładuję parę łyżek. Jeżeli jest np. makaron to rączkami je, jesli paróweczka też-nie potrafi jeszcze nabijać widelcem, zresztą te plastikowe, to takie trochę mało skuteczne.
Sama jeść nauczyła się na danonkach. Na początku to masakra była rzeczywiście, obklejone włosy, oczy, ale jak to powiedziała oli-trzeba przetrwać... Teraz jest o niebo lepiej, ale z jakimś rosołkiem, czymś rzadkim to też nieciekawie, zanim trafi łyżką do buźki-to większośc z niej zleci.
A co wasze maluchy jedzą? Moja z tych lubiących pojeść... Już nie chce mi się wymyślać, ciągle patrzyć na skład, tego nie wolno, na to za mała. Uważam, że powoli można już wszystko do diety włączać, o ile nie uczula itp. Ostatnio spotkałam koleżankę, taką trochę "ekomamę". Jej dziecko (prawie dwuletnie) nie zna smaku słodkiego, słonego, nigdy nie jadło danonka np. Obiadek to marchewka z ziemniaczkiem zmiksowana-do popicia przegotowana woda. Aż mi się głupio zrobiło, że moja już wszystkie smaki zna.